Hej!
Witam was, moi kochani czytelnicy! Jak widzicie - jestem tutaj i NIE utopiłam się w morzu. :) Myślę, że kolejny rozdział pojawi się 1 września, tak na dobry początek roku szkolnego. Myślicie, że to dobry pomysł? (Wiem, wiem... Wy chcielibyście na pewno wcześniej, prawda? =D)
A dzisiaj mam dla was coś specjalnego - WAKACYJNY ONE-SHOT VEL! Cieszycie się?? ;) No ja mam nadzieję!
Zapraszam do czytania! :)
Tym razem dedykacja trafia do
TUM
TURU
DUUUUM!
Nikogo! Nie... Nie dlatego, że nie mam jej komu dać. Ale pomyślałam, że raz nie dam nikomu. Może to zachęci was do komentowania (*zaciska kciuki* Oby, oby...), ale następną dedykację dam osobie, która napisze komentarz, który będzie dla mnie najbardziej interesujący. ;)
Harry siedział właśnie w barze, kiedy podeszła do niego zakapturzona postać i usiadła po drugiej stronie stolika. Spojrzała na Potter'a. po czym wyciągnęła różdżkę. Chłopak siedział, jak gdyby ktoś go spetryfikował i śledził uważnie każdy ruch postaci. Gdy jego wzrok spoczął na różdżce, wyraźnie się spiął, jednak nie wykonał żadnego ruchu, by się obronić lub uciec. Postać machnęła magicznym patykiem, a wokół nich zaczęła tworzyć się niewidzialna bariera. Po chwili schowała różdżkę i zrzuciła kaptur. Oczom gryfona ukazała się twarz jego największego wroga - Lorda Voldemorta.
- No... Ładnie to tak się spóźniać, przerośnięty jaszczurze? - zapytał chłopiec, dalej dziwnie spięty.
- Jeśli uważasz, że jeszcze raz pojadę mugolskim metrem, to jesteś bardziej szalony niż Bellatrix! - warknął Riddle.
- Oj, nie denerwuj się tak. Poczekaj, zamówię ci drinka. - rzucił Harry, po czym odszedł w stronę barmana, by po chwili wrócić z dwoma drinkami.
- Co to jest?! - wrzasnął mężczyzna, kiedy zobaczył napój, który postawił przed nim towarzysz.
- Mohito. - odparł krótko Potter.
- Dlaczego ZNOWU wziąłeś mi to samo??
- Nie wiem.
- Ech... Nie ważne...
7 drinków i 2 piwa później...
- Aa-A pamiętasz, jakie mieli miny ci... Ci z Ministerstwa, kiedy się po... połacwo... pocawołaliśmy.... Yy, nie... Połocawali... Pocałowaliśmy... O, tak! Właśnie to zro-obiliśmy na ich ocza-ach? - spytał pijany Potter.
- Taaak... A ty, jak usatiliś... us-ta-li-siś... US-TA-LI-LIŚMY (!), że powiesz wszystkim, że... Że miałeś być w Silytrynie? Yyy... Sliretiiiiii... O, już wie-em! Slitherinie?
- Pewnie! Albusek mało z krzesła nie zle-eciał! To było coś!
Oboje zaczęli się śmiać.
- Albo jak zacząłem ci mówić Lordziiik!
- Taa... Chciałem cię za to za-abić.
- Dobrze, że się w końcu po-owstrzy-ymałeś. - nagle chłopak parsknął śmiechem. - Wiesz, że Lordzik brzmi jak lodzik?
Marvolo zgromił go wzrokiem.
- Nawet się nie waż mówić tak do mnie!
- Och... Już widzę na... nasze kolejne powi-itanieee... Cześć lo-odzikuuuu! - zielonooki próbował powiedzieć to słodkim głosikiem, jednak przez promile w jego krwi, nie wyszło to najlepiej. Voldemort jednak wyglądał mimo wszystko na wielce poruszonego. wstał z krzesła, wrzeszcząc na całe gardło, że nie jest lodem, jednak natychmiast, kiedy stanął na nogach, zachwiał się i machając rękami, wywalił na podłogę. Potter oczywiście zaczął się z tego śmiać. Jednak, kiedy chciał pomóc partnerowi się podnieść, nie wyszło dokładnie tak, jak chciał. Otóż sam również wylądował na tyłku. Przyczołgał się do Riddle'a, gdy ten śmiał się w najlepsze i przerwał mu tę jakże ważną czynność pocałunkiem. Po chwili zarejestrował tylko, że jakby bardziej kręci mu się w głowie, a potem coś miękkiego pod sobą i gdy tylko pocałunek został przerwany, zasnął...
Następnego dnia...
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa...! - nagły wrzask Harry'ego (który właśnie zorientował się, że właśnie leży w obcym pokoju w różowej pościeli), został dość szybko przerwany pacnięciem po głowie fioletową poduszką w różowe różyczki.
- Ciiiichoo... - zawył żałośnie Riddle. Niektórzy tu mają kaca...
- Gdzie ja jestem? - zapytał tym razem w miarę cicho "Wybraniec".
- Nie wiem, ale śpijże jeszcze. Nie wiesz, że nie wolno budzić ludzi na kacu w środku nocy?
- W środku no... Tempus. - Harry cieszył się w tym momencie, że nauczył się magii bezróżdżkowej. - Co?! - krzyknął, kiedy zobaczył godzinę. - Jak to piąta?
- Widzisz?? Idź spać.
- Tak, jest piąta, ale po południu, a nie rano.
- Co?! - tym razem, to Tom krzyknął.
- To było bardzo elokwentne.
- Zamknij się i przynieś mi eliksir na kaca!
- Tak jest!
Harry deportował się do Czarnego Dworu, po czym wrócił do Voldemorta z eliksirem. Ten, kiedy go wypił, odzyskał nagle świadomość, gdzie się właśnie znajdują.
- Pytałeś, gdzie jesteś? - spojrzał na niego dziwnie. - W sypialni mojej matki.
- Ja... Jak to? N-na pewno?
- Tak.
- A... Ale nie pomyliłeś się?
- Nie.
- Na 100%?
- Tak.
- To dlaczego w drzwiach stoi mój kuzyn Dudley???
Riddle natychmiast odwrócił się i zobaczył przyglądającego się im, grubego chłopca.
- O, Merlinie...
- To prawda, Lodziku... O, Merlinie. - Powiedział Harry i deportował się w strachu o swój tyłek.
Mam nadzieję, że ten króciutki shocik się wam podobał i proszę o pozostawienie opinii w komentarzach oraz wpisanie swojego maila w to śliczne, białe okienko na górze strony. Wtedy zostaniecie powiadomieni o każdym następnym rozdziale na tym blogu właśnie przez e-mail. Do 1 września!
~ Wasza kochana "Velia"
PS. Zapraszam na GG - 53887341
Hehehehehehehe
OdpowiedzUsuńWitam was kochane!
Super one-shote !
Bardzo się uśmiałam hahahaha. I na dodatek napisałyście o moim kochanym parringu wiiii.
Bardzo uczyniłyście mnie szczęśliwą osobę.
Cieszy mnie również że rozdział ma się pojawić 1 września. Nie mogę się doczekać. A propo świetny styl pisania taki delikatny ;)
Życzę wam dużo weny dziewczyny.
Pozdrawiam!
O jeeej, cieszę się, że podoba Ci się moja praca. :) Też lubię ten parring i myślę, że pojawi się jeszcze coś z nim, jednak nie wiem jeszcze kiedy. :) Miało to być coś krótkiego na poprawę humoru i mam nadzieję, że tak też wyszło. ;)
UsuńMiło mi, że już pojawił się pierwszy komentarz. :D
Pozdrawiam i życzę miłego dnia.
~Velia
Pisownia okey. Tylko, że nie bardzo przemawia do mnie pairing... Nie lubię Tomarry i już. Nawet tak śmieszny one-shot mnie nie przekona... Ale jeśli oceniać estetykę, to jest zbyt dużo dialogów. Czasami oczywiście zdarzają się takie formy, ale wtedy jak już jest dialog, to przez cały czas, aż do końca, jest on prowadzony i nie ma 'opisów'. Oczywiście występuje coś takiego, jak synkretyzm, czyli połączenie cech kilku gatunków w literatyrze, jednak musiałabyś nad tym lepiej popracować.
OdpowiedzUsuńNawet nie wiesz, jak się cieszę, że napisałaś ten komentarz. Miałam nadzieję, że nie przestałaś czytać tego bloga i nie zawiodłaś mnie. :) Wiadomo - nie każdy lubi każdy parring, ale bardzo miło mi, że i tak przeczytałaś tą notkę. Ona sama miała być jedynie takim "rozweselaczem" i w sumie nie patrzyłam zbyt na styl, w jakim zaczęłam to pisać. Skupiłam się na dialogach, bo to one najlepiej mi wychodzą, jeśli chodzi o wywoływanie uśmiechu. ;) Oczywiście liczę na Twój komentarz pod rozdziałem ósmym. :D
UsuńPS.
Oczywiście pracuję nad sobą cały czas. Nie piszę profesjonalnie, ale ciągle dążę do tego, żeby było tylko lepiej i mam szczerą nadzieję, że mi to wychodzi. ;) Nigdy nie będzie perfekcyjnie, bo zawsze jest coś, co można poprawić, ale mam nadzieję na znalezienie bety. :) Pozdrawiam.
~Vel
Prawidłowo! Oczywiście nadal czytam bloga, tylko mam coraz mniej czasu na komentarze. A że chcę nowego rozdziału, to skomentowałam.
UsuńCały czas trzeba nad sobą pracować i to odnosi się do wszystkich :)
Jasne! Z takiego właśnie wychodzę założenia. Nawet jeśli jesteś zawodowym pisarzem bestsellerów powinieneś nad sobą pracować. Oczywiście mi tam do tego wiele brakuje (nawet bardzo wiele), ale zawsze jakiś punkt, do którego się dąży, nie? A tak bdw, to dobrze pamiętam, że Ty też piszesz bloga? Podesłałabyś mi jeszcze linka? ;)
Usuń~Velia of course!
Nie, nie piszę bloga. To byłaby toralna katastrofa, bo zbyt dobrze pisać nie umiem. Ale umiem oceniać. Profil humanistyczny... Szkoda, że nie uczymy się na nim pisać, bo byłoby mi łatwiej. Próbowałam wiele razy zacząć coś pisać, jednak nie dokańczałam historii. Możliwe, że fajnie się zapowiadało, ale nie umiałam porządnie ubrać tego w słowa :)
Usuń