środa, 23 września 2015

Rozdział 9

No hej!
Jak widzicie wrzuciłam rozdział 9! (Oczywiście jak zwykle z opóźnieniem, ale nauka niestety jest dla mnie ważniejsza) Są komentarze = jest nowy rozdział. Postarajcie się więc i tym razem, bo to na prawdę motywuje i po prostu chcę wiedzieć, że ktoś tu bywa. No bo skąd miałabym to wiedzieć? Jak nie ma waszego komentarza, to nie wiem, że któreś z was to przeczytało. Tak więc spinać pośladki i pisać komentarze! Ja czekam... ;)

Ach, no i jeszcze jedna BARDZO ważna wiadomość:
Moje okropne błędy ortograficzne poprawił nikt inny, jak mój prywatny słowniczek ortograficzny, czyli wasza (i moja) Minia! Nie wróciła może do pisania, ale na ortografii zna się jak nikt. 

Tym razem dedykacja trafia do kogoś, kto skomentował moje opowiadanie po raz pierwszy, ale komentarz tej osoby wywołała na mojej twarzy ogrooooomniasty uśmiech.
Klaudiu, dziękuję za tak miłe słowa. :D

Zapraszam do czytania! ^^

- Za TRZY dni?!

"Nie... Przecież ja nie zdążę się... Umm... Przygotować! Nie, nie zgadzam się! To jest nierealne! Musiałbym całe te dni poświęcić na pracę! Ha! Jeszcze by nie wystarczyło! Przecież mieliśmy to zrobić dopiero... Ech, mam dość!"

Harry miał ochotę wykrzyczeć mu to w twarz, a potem wyjść z pokoju. Był wściekły, że mężczyzna powiedział mu o tym dopiero teraz. Bał się. Nie chciał nic przyspieszać. Najlepiej, gdyby odsunąć datę jeszcze bardziej, niż pierwotnie było zakładane.
- Dobrze, zgadzam się. - powiedział jednak. Bo ponad wszystko to, bał się tego, że w złości Riddle zmusi go siłą i to nie za trzy dni, tylko nawet teraz. Nadal mu nie ufał i nie chciał się niepotrzebnie narażać. W końcu jego rodzice zginęli z ręki właśnie tego człowieka. Nie miał jeszcze ochoty pójść w ich ślady.
- A więc, mój Harry - zaczął mężczyzna głosem, w którym wyraźnie dało się wyczuć satysfakcję - musimy zacząć przygotowania. Nie mamy niestety czasu na podstawy. Będę wymagał od ciebie pełnego skupienia i zaangażowania.
- Um...
- No i jeszcze jedna ważna rzecz. W każdej sytuacji, cokolwiek powiem, żebyś zrobił, nawet jeśli wyda ci się to niewłaściwe, zbędne lub głupie, masz wykonać polecenie. KAŻDE, bez wyjątku! Rozumiesz to?
Harry chwilę wpatrywał się w Voldemorta, po czym skinął głową na znak, że rozumie. Ślizgon natychmiast zrobił krok w tył.
- Możesz na razie wrócić do siebie, jednak chcę widzieć cię u mnie tuż po śniadaniu.
Harry wstał powoli z fotela, odpowiadając, że rozumie i zrobił kilka kroków w stronę drzwi. Nagle przypomniał sobie o Draco. Snape nie powiedział mu nic konkretnego, a Voldemort na pewno wiedział najlepiej ze wszystkich, co mu się stało. W sumie, to nic nie straci, pytając. Najwyżej Tom mu nie odpowie. Już miał zadać pytanie, kiedy do głowy wpadła mu jeszcze jedna myśl - co będzie, jeśli Riddle pomyśli, że martwi się o Malfoya?

"Będzie miał rację"

Odpowiedział mu głos Syriusza.

"Czy nie tak? Nie chcesz, żeby coś mu się stało. Masz nadzieję, że nic poważnego mu się nie stało i szybko wróci ze szpitala."

Harry stał sztywno, słuchając tego, czemu tak bardzo próbował zaprzeczyć.

"Wróci do CIEBIE."

I choć chłopak próbował temu zaprzeczyć, w głowie miał pustkę.
Wiedział, że ojciec chrzestny miał rację, ale nie umiał się do tego wprost przyznać. Szybko otrząsnął się i odwrócił spowrotem do czarnoksiężnika. Ten patrzył na niego z uniesioną pytająco brwią. Zebrał więc całą odwagę, na jaką było go stać i odezwał się.
- Co się stało Dra... Malfoy'owi? Słyszałem, że trafił do szpitalnej części posiadłości.
Voldemort nie wydawał się być zdziwiony tym pytaniem. Bez większego namysłu odpowiedział mu krótko:
- Draco został zaatakowany jakiś czas temu. Dowiedzieliśmy się o tym dopiero teraz, przez co jego stan jest teraz nieco poważniejszy, niż byłby, gdybyśmy zrobili coś wcześniej. Coś jeszcze?
Harry nie mógł się powstrzymać.
- A kiedy wyjdzie i wróci do mnie?
Natychmiast po tym, jak zadał pytanie, zaczerwienił się aż po końcówki włosów i odwrócił głowę, aby mężczyzna tego nie zauważył, ale zrobił to zbyt późno. Marvolo jednak nie skomentował tego, jak przypuszczał nastolatek, tylko puścił to w niepamięć (a przynajmniej na to wyglądało).
- Za cztery, może pięć dni. A teraz idź położyć się już, bo musisz być jutro wyspany. - To usłyszawszy, Potter udał się do pokoju. Wymamrotał jeszcze dwa słowa na pożegnanie i pobiegł na korytarz. Musiał porządnie przemyśleć to, czego się dzisiaj dowiedział. Jakiś mroczny gościu chce dobrać mu się do umysłu, Riddle chce za trzy dni wykonać z nim piekielnie trudny rytułał, a Draco ktoś zaatakował, czego skutek jest dość poważny. Syriusz też zachowuje się dość dziwnie, nawet jak na niego. Coś tu widocznie jest na rzeczy, a on MUSI dowiedzieć się co. W końcu jest Harry'm Potter'em, prawda?
***
Stał w jakimś ciemnym, chłodnym pomieszczeniu. Nie miał pojęcia skąd, ale wiedział, że jest to miejsce w posiadłości Voldemorta. Spojrzał na ścianę na przeciw  niego, jednak od razu tego pożałował. Zobaczył tam młodego chłopaka, przykutego łańcuchami do kamiennej ściany. Widok ten nie byłby jednak tak straszny, gdyby nie to, że był on zupełnie nagi. Z kilku miejsc na jego ciele spływała krew. Tuż pod nim, na posadzce leżał całkowicie zachlapany czerwoną substancją sztylet.
Nagle za Harry'm coś skrzypnęło, a do pomieszczenia weszła zakapturzona postać. Nie widział jej twarzy, ale i tak mógłby przysiąc, że był to czarnowłosy, lekko siwiejący mężczyzna z długą, już kompletnie zasklepioną blizną, ciągnącą się od lewego ucha, przez wargi i szyję, aż do prawego ramienia. Taki obraz podsuwał mu umysł, jednak Harry nie miał nawet jednej myśli, która mówiłaby mu, że się myli. Po prostu to wiedział.
Postać zbliżyła się do wiszącego chłopca i uśmiechnęła się do niego. Nie był to jednak miły, przyjacielski, pocieszający czy współczujący uśmiech. Było to napawające grozą i przerażeniem wykrzywienie warg. Coś jednak mówiło Potter'owi, że akurat jemu nic nie grozi, że to nie jego chce skrzywdzić mężczyzna, tylko tego, jasnowłosego chłopca, który teraz z zamkniętymi oczami drżał ze strachu, zaciskając dłonie w piąstki. Wybraniec patrzył, jak postać wyjmuje nóż i przysuwa go do policzka więźnia. Widział dokładnie, jak ostrze rozcina skórę na bladej twarzy, a rubinowe krople powoli, niespiesznie spływają najpierw po stali, potem po trzonku narzędzia, aż w końcu docierają do palców mężczyzny, gdzie zatrzymują się przez chwilę, by następnie przemknąć po nich aż do nadgarstka. Wtem czarodziej odwrócił twarz ku niemu i zcisnął nóż mocniej. Harry poczuł, jak sam zaciska dłoń i czuje w niej coś ciepłego. Spojrzał na nią ze zdziwieniem. Wciągnął ze świstem powietrze... Na ręce był czerwony, jescze ciepły płyn. Znów skierował wzrok przed siebie, ale z przerażeniem stwierdził, że postać zniknęła i to ON stoi teraz tuż przed wiszącym chłopakiem, trzymając w zakrwawionej ręce nóż, którym jeszcze przed paroma sekundami nieznajomy ranił blondyna. Obrzucił spojrzeniem twarz więźnia. Patrzył przez chwilę w (jak się okazało) piwne oczy młodzieńca, kiedy nagle poczuł wypełniającą go wściekłość. Nie wiedział, skąd się wzięła, jednak całkowicie przejęła nad nim kontrolę. Zapragnął pozostawić po sobie ślad na tym rozdygotanym, nagim ciele, tak idealnie dla niego przygotowanym. Przyłożył ostrze do jego piersi i zatopił je w miejscu tuż pod mostkiem, czego skutkiem był krótki jęk chłopaka. Usłyszawszy go, Harry szybkim ruchem przeciągnął narzędzie w dół, aż do pępka, tworząc płytką ranę, za co został nagrodzony ochrypłym wrzaskiem. Pomieszczenie przeszył krótki, opętańczy śmiech gryfona. Patrząc na przymknięte z bólu powieki, zaczął robić krótkie, płytkie cięcia. Obserwował wręcz z szaleństwem wypisanym na twarzy, jak z ran powoli sączy się rubinowa ciecz. Jak spływa, tworząc zawiłe linie i rozmaite wzory, jak maluje swoimi ścieżkami piękny, makabryczny obraz. Przyglądał się temu, cudownemu zjawisku, wycinając coraz to nowsze linie. Zafascynowany niesamowitym uczuciem, jakie nim zawładnęło, zatracał się coraz bardziej i bardziej, zdobiąc każdy fragmentów ciała, który napotkał na swojej drodze. Nie słyszał ani wrzasków, ani błagań więźnia. Teraz znajdował się w innym świecie. Był kompletnie i bez reszty oddany tej jakże pięknej sztuce. Po pewnym czasie stwierdził z niezadowoleniem, iż zabrakło mu miejsca na całej dostępnej powierzchni klatki piersiowej i brzucha. Przeniósł się więc niżej, upiększając swą techniką uda chłopaka, który łkał teraz i krzyczał pozdzieranym głosem, błagając coraz bardziej rozpaczliwie i z coraz większą determinacją by przerwać swoje cierpienie. Harry jednak zupełnie nie zwracał na to uwagi. Wodził ostrzem po ciele blondyna, nacinając je lekko, by po chwili pogłębić rany w kilku miejscach. Nie minęło wiele czasu, a zmusił się do oderwania od tej zajmującej czynności i spojrzał na gotowe dzieło. Nie zobaczył jednak zawiłych wzorów z powstałych nacięć i krętych ścieżek spływającej strumieniami krwi. Na klatce piersiowej i udach widniał ogromny obraz, przedstawiający przebite sztyletem skrzydła. Po tysiącach bordowych piór spływała jaśniejszy, intensywnie czerwony płyn. Przerażony cofnął się o kilka kroków. Przykuty chłopak już nie krzyczał w agonii. Teraz na jego twarzy widoczny był szaleńczy uśmiech, który przyprawiał Pottera o nieprzyjemne dreszcze. Spojrzał na ściskającą nóż dłoń. Po palcach spływała wolno krew.

***

Harry obudził się z przyspieszonym oddechem.

"Co się stało? To był sen? Tak... Na pewno. W końcu nie zrobiłbym czegoś takiego w prawdziwym życiu, prawda? Nie mógłbym... Nie, na pewno nie..."

Spojrzał na prawą rękę, a źrenice rozszerzyły mu się na ten widok. Ręka była...

CDN...

Tak, wiem że zabijecie mnie za skończenie w TAKIM momencie, ale muszę, żebyście bardziej chcieli nowy rozdział! ;) No i znacie mnie, lubię zostawiać w czytelnikach tą niepewność. Ale czy nie za to mnie kochacie? Mam nadzieję, że moja amatorska scena tortur nie była aż taka słaba, ale tak czy siak proszę o wyrozumiałość. Dopiero się uczę, a ten sen był niezwykle ważny. Mam nadzieję, że zaskoczę was tym, co wykombinowałam, ale tego dowiecie się dopiero za jakiś czas. A gorący romans Pottiego i Draco dopiero przed nami. ;)

Pozdrawiam
~Dobrze już wam znana Velia

!!! ZOSTAW KOMENTARZ, PRZYSŁUŻ SIĘ LUDZKOŚCI !!!

sobota, 5 września 2015

Rozdział 8

Hej, hej! Witam was bardzo gorąco. Jak widzicie - rozdział 8. właśnie się pojawił. Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą, zanim za twa/trzy tygodnie pojawi się kolejny, chcę widzieć pod tym postem co najmniej 6 komentarzy. Nie dziwcie mi się. Jak nie widzę komentarzy, to nie wiem nawet ile osób to czyta. :( Jednak mam nadzieję, że chęć czytania nowych rozdziałów zmotywuje was do pozostawienia po sobie śladu. :) 

Dedykacja trafia do:
Azuli Galuby!
Nie muszę chyba mówić dlaczego, prawda? ;*

Następny dzień Harry spędził na unikaniu swojego współlokatora. Trening z wampirem minął mu w zastraszająco szybkim tempie. Poznał też pierwsze czarnomagiczne zaklęcie obronne. No... Co prawda nie było to coś, za co jakikolwiek auror mógłby mu coś zrobić, ale sam fakt, iż nie była to już wyłącznie biała magia, był dla niego ekscytujący. Syriusz odezwał się tylko raz, tuż przed jego ostatnią lekcją oklumencji z Remusem. To przypomniało mu, że miał zapytać wilkołaka o swojego ojca chrzestnego. Niestety mężczyzna nie chciał o tym rozmawiać i kiedy Potter próbował wracać do tematu, bez ostrzeżenia rzucał zaklęcie penetracji umysłu. Tak więc po kilku nieudanych próbach Harry odpuścił sobie.

Kolejny dzień przyszedł zdecydowanie zbyt wcześnie. Tym razem trening był nieco trudniejszy, ponieważ (prawie były) gryfon musiał połączyć kilka technik w jednym ruchu. Nigdy wcześniej nie słyszał o łączeniu zaklęć werbalnych i niewerbalnych, zwłaszcza, że te drugie nie szły mu nigdy jakoś specjalnie. Choć przyznać trzeba, że dzięki Teels'owi było już o wiele lepiej, niż wcześniej. Okazało się jednak, że jego umiejętności są jeszcze niewystarczające, więc połowę treningu spędził na rzucaniu niewerbalnych zaklęć obronnych. Miał nadzieję, że szybko przejdą do czarów, którymi mógłby atakować, ale nie mógł narzekać na nudę.

Trening jednak nie trwał wiecznie. Po chwili wytchnienia i obiedzie przyszedł czas na coś, czego młody czarodziej bał się bardziej, niż Ron Weasley pająków - lekcja z Draco. Nie miał pojęcia, jak ma się zachowywać w stosunku do niego. Nie ukrywał, że wolałby, gdyby to Lupin był dalej jego nauczycielem, ale mężczyzna nie miał ostatnio na nic czasu. Nie jeden raz pytał, czy nie chciałby wpaść do niego do pokoju i porozmawiać, pośmiać się, ale ten zawsze odmawiał z powodu nowych misji. Martwił się trochę o przyjaciela, ale miał aktualnie tyle własnych problemów, że Remus schodził gdzieś na drugi, albo nawet trzeci plan. Próbował też rozmowy z Marvolo, ale czarnoksiężnik był święcie przekonany, że te lekcje sprawią, że on i Draco lepiej się zintegrują, bo będą zmuszeni spędzać razem więcej czasu.

Teraz Harry siedział na fotelu w pokoju i czekał na spóźniającego się o prawie dziesięć minut ślizgona. Zastanawiał się co takiego musiało się wydarzyć, że chłopak nie przyszedł na czas. Blondyn zwykle przychodził wszędzie jeszcze przed czasem i często komentował głośno, kiedy Harry (lub któreś z jego przyjaciół) spóźnił się. Kiedy doszło do piętnastu minut, Potter zaczął się niecierpliwić i denerwować, ale kiedy po kolejnych pięciu minutach Malfoy się nie zjawił, był już poważnie zmartwiony.

"A jeśli coś mu się stało? Jeśli ktoś z Zakony Feniksa go porwał albo jakoś poważnie uszkodził? A może Voldemort wkurzył się na niego o coś i..."

Nagle drzwi otworzyły się z cichym skrzypnięciem i wyrwały Harry'ego z zamyślenia. Odetchnął z ulgą, że chłopakowi nic nie jest, ale w tym samym momencie cała wściekłość wróciła. Natychmiast zerwał się z fotela i zaczął wrzeszczeć w stronę drzwi:
- Co ty sobie wyobrażasz na Merlina?! Spóźniłeś się dwadzieścia minut i nie raczyłeś mnie o tym powiadomić, a ja przez cały ten czas siedziałem i czekałem, zachodząc w głowę co takiego mogło się wydarzyć, że jeszcze cię nie ma! I co, bawi cię to?! A może zrobiłeś to specjalnie, żeby mieć się z czego potem nabijać?!
- Potter! - przerwał mu głos, którego zupełnie nie spodziewał się usłyszeć. Głos Snape'a. - Potter, uspokój się. Dzisiejsze zajęcia zostały odwołane, ponieważ Draco trafił do szpitalnej części kwater Czarnego Pana. - powiedział Severus, wchodząc do pokoju.
- Co?! - chopak był w szoku. Chodziło o to, co widział ostatnio, po powrocie do pokoju? Wtedy, kiedy Syriusz powiedział mu, co ma zrobić, żeby mu pomóc? - Co się stało?
- Za kilka dni młody Malfoy wróci do pokoju. Wtedy, jeżeli oczywiście wyrazi taką chęć, powie to panu, panie Potter sam. Ja nie zostałem upoważniony do powiedzenia komukolwiek o jego stanie zdrowia.

"No pięknie, teraz już nie mam szans dowiedzieć się, o co chodzi..."

- Więc przyszedł pan powiedzieć mi o tym?
Chłopak miał nadzieję, że mężczyzna nie powie mu, że to on przez ten czas będzie prowadził jego lekcje. Ech... Spadłby z deszczy pod rynnę... Już wolał Draco.
- Nie. Nasz pan chciałby się z tobą zobaczyć. Kazał przekazać, abyś stawił się u niego najszybciej, jak możesz. Ufam, że pamiętasz jeszcze drogę?
- Tak... Yyy... A po co mnie wzywa? Wie pan może?
- Nie mogę o niczym mówić. Pan przekaże ci to, co powinieneś wiedzieć. To dosyć... Pilna sprawa.
- Um... Dobrze, dziękuję za wiadomość.
- Do widzenia, Potter - powiedział Severus, po czym skierował się w stronę swoich komnat.
- Do widzenia - odpowiedział Harry i szybkim krokiem zaczął zmierzać ku pokojom Voldemorta.

***

Idąc do komnat Riddle'a, Harry zastanawiał się, co go znów czeka.

"Pewnie znowu coś, co mi się niezbyt spodoba..."
"Skąd wiesz? A może akurat będzie to coś dobrego? Taka miła odmiana. Może chce cię zabrać do wesołego miasteczka?"

Syriusz znów włączył się do wewnętrznej konwersacji Pottera z samym sobą. Chłopiec od razu odpowiedział mu ironicznie.

"Tak, na pewno chce mnie poczęstować świeżo upieczonymi pączkami z różowym lukrem. Może jeszcze otworzy mi drzwi w błękitnym fartuszku z napisem "Pocałuj kucharza"?"

W głowie chłopca rozległ się głośny śmiech Blacka.

"Wtedy musiałbyś pocałować skrzata, który te pączki upiekł. Nigdy nie słyszałem, żeby on coś ugotował, albo upiekł."

Harry mimowolnie wrócił myślami do nieco innego pocałunku. Pocałunku, który odbył się w łazience.

"Draco miał na prawdę genialne usta. Takie miękkie... Mmm..."

Usłyszał.

"Och, zamknij się już!"
"Jak tam sobie chcesz..."

Po chwili doszedł do pokoju Marvolo. Zapukał. kiedy rozległ się głos Voldemorta, mówiący "Wejdź", nie wahając się ani przez chwilę nacisnął klamkę. Znów był w tym salonie, w którym poznał wampira. Gospodarz siedział na kanapie, patrząc na niego.
- Witaj, mój Harry. - Tom wskazał jeden z foteli. - Usiądź, proszę.
- Um... Cześć. - odparł, zajmując wskazane miejsce. Przez chwilę siedzieli w ciszy, patrząc jedynie na siebie. Pierwszy odezwał się Riddle.
- Harry, wezwałem cię do siebie, ponieważ niedawno z Azkabanu udało się uciec pewnej bardzo groźnej osobie. Mowa tu o Raphaelu Swann. Słyszałeś może o nim?
- Nie...
- A więc musisz wiedzieć, że jest to bardzo niebezpieczny czarnoksiężnik, który włada niezwykle rozwiniętą magią umysłu. Potrafi kontrolować umysł ofiary, zmuszając ją do wykonywania swoich poleceń samą tą magią. Nie używa zaklęć do tego, więc aurorzy nie mogą stwierdzić, kiedy stosuje swoje sztuczki. To samo tyczy się moich ludzi i mnie. Oczywiście może przez umysł zrobić bardzo wiele szkód. Potrafi wkradać się do snów i myśli. Na ten rodzaj magii nie działa oklumencja, więc nawet najdoskonalszy oklumenta nie może się tą metodą obronić.
- A więc jak udało się wpakować go do Azkabanu?
- Widzisz... Raphael ma jedną słabość - nie potrafi żadnych innych technik. Nigdy nie potrzebował ich, ponieważ magią umysłu potrafił sprawić, że nikt nie mógł się nawet do niego zbliżyć. Jest jednak coś, co pozwala pokonać jego atak.
- Co?
- Pamiętasz o rytuale, który chcę z tobą przeprowadzić?
Harry kiwnął głową.
- No więc dzięki niemu można porozumiewać się z drugą osobą w myślach. To jest właśnie coś, czym da się odeprzeć magię umysłu. Dzięki temu rytuałowi udało się go schwytać ostatnim razem, więc myślę, że jest to dla nas idealna ochrona, Harry. Musimy tylko wykonać go szybciej. Dzięki temu będziemy bezpieczni wcześniej i będą mniejsze szanse na to, że zaatakuje któregoś z nas zanim dojdzie do połączenia. Jednak zam akt jest bolesny i trudny. Powinieneś najpierw przygotować się do niego odpowiednio. Nie mamy jednak zbyt wiele czasu.
Harry siedział jak skamieniały i patrzył na Riddle'a. W pewnym momencie odezwał się niepewnie.
- Więc... Kiedy?
Voldemort bardzo powoli wstał i nie odrywając wzroku od oczu Pottera, podszedł do niego, po czym pochylił się i prawie szeptem powiedział:
- Za trzy dni.

CDN...

Nie jest bardzo długi, ale następny będzie lepszy. Obiecuję! :D Acha, jeszcze jedno, a mianowicie:
Jeśli chcecie być mailowo powiadamiani, to proszę się wpisać na listę mailową w takim białym okienku po prawej stronie ekranu. Zobaczycie je, kiedy przewiniecie sobie w górę. :) 
Jeszcze raz podaję kontakt do mnie:
GG - 53887341
e-mail - VeliMinia15@gmail.com

Teraz żegnam się z wami! Do następnego rozdziału!
~Wasza oddana Velia