sobota, 22 sierpnia 2015

One-shot! Oto coś zabawnego dla was w te wakacje!

Hej!
Witam was, moi kochani czytelnicy! Jak widzicie - jestem tutaj i NIE utopiłam się w morzu. :) Myślę, że kolejny rozdział pojawi się 1 września, tak na dobry początek roku szkolnego. Myślicie, że to dobry pomysł? (Wiem, wiem... Wy chcielibyście na pewno wcześniej, prawda? =D) 
A dzisiaj mam dla was coś specjalnego - WAKACYJNY ONE-SHOT VEL! Cieszycie się?? ;) No ja mam nadzieję!

Zapraszam do czytania! :)

Tym razem dedykacja trafia do
TUM
TURU
DUUUUM!
Nikogo! Nie... Nie dlatego, że nie mam jej komu dać. Ale pomyślałam, że raz nie dam nikomu. Może to zachęci was do komentowania (*zaciska kciuki* Oby, oby...), ale następną dedykację dam osobie, która napisze komentarz, który będzie dla mnie najbardziej interesujący. ;)

Harry siedział właśnie w barze, kiedy podeszła do niego zakapturzona postać i usiadła po drugiej stronie stolika. Spojrzała na Potter'a. po czym wyciągnęła różdżkę. Chłopak siedział, jak gdyby ktoś go spetryfikował i śledził uważnie każdy ruch postaci. Gdy jego wzrok spoczął na różdżce, wyraźnie się spiął, jednak nie wykonał żadnego ruchu, by się obronić lub uciec. Postać machnęła magicznym patykiem, a wokół nich zaczęła tworzyć się niewidzialna bariera. Po chwili schowała różdżkę i zrzuciła kaptur. Oczom gryfona ukazała się twarz jego największego wroga - Lorda Voldemorta.
- No... Ładnie to tak się spóźniać, przerośnięty jaszczurze? - zapytał chłopiec, dalej dziwnie spięty.
- Jeśli uważasz, że jeszcze raz pojadę mugolskim metrem, to jesteś bardziej szalony niż Bellatrix! - warknął Riddle.
- Oj, nie denerwuj się tak. Poczekaj, zamówię ci drinka. - rzucił Harry, po czym odszedł w stronę barmana, by po chwili wrócić z dwoma drinkami.
- Co to jest?! - wrzasnął mężczyzna, kiedy zobaczył napój, który postawił przed nim towarzysz.
- Mohito. - odparł krótko Potter.
- Dlaczego ZNOWU wziąłeś mi to samo??
- Nie wiem.
- Ech... Nie ważne...

7 drinków i 2 piwa później...

- Aa-A pamiętasz, jakie mieli miny ci... Ci z Ministerstwa, kiedy się po... połacwo... pocawołaliśmy.... Yy, nie... Połocawali... Pocałowaliśmy... O, tak! Właśnie to zro-obiliśmy na ich ocza-ach? - spytał pijany Potter.
- Taaak... A ty, jak usatiliś... us-ta-li-siś... US-TA-LI-LIŚMY (!), że powiesz wszystkim, że... Że miałeś być w Silytrynie? Yyy... Sliretiiiiii... O, już wie-em! Slitherinie?
- Pewnie! Albusek mało z krzesła nie zle-eciał! To było coś!
Oboje zaczęli się śmiać. 
- Albo jak zacząłem ci mówić Lordziiik!
- Taa... Chciałem cię za to za-abić.
- Dobrze, że się w końcu po-owstrzy-ymałeś. - nagle chłopak parsknął śmiechem. - Wiesz, że Lordzik brzmi jak lodzik?
Marvolo zgromił go wzrokiem.
- Nawet się nie waż mówić tak do mnie!
- Och... Już widzę na... nasze kolejne powi-itanieee... Cześć lo-odzikuuuu! - zielonooki próbował powiedzieć to słodkim głosikiem, jednak przez promile w jego krwi, nie wyszło to najlepiej. Voldemort jednak wyglądał mimo wszystko na wielce poruszonego. wstał z krzesła, wrzeszcząc na całe gardło, że nie jest lodem, jednak natychmiast, kiedy stanął na nogach, zachwiał się i machając rękami, wywalił na podłogę. Potter oczywiście zaczął się z tego śmiać. Jednak, kiedy chciał pomóc partnerowi się podnieść, nie wyszło dokładnie tak, jak chciał. Otóż sam również wylądował na tyłku. Przyczołgał się do Riddle'a, gdy ten śmiał się w najlepsze i przerwał mu tę jakże ważną czynność pocałunkiem. Po chwili zarejestrował tylko, że jakby bardziej kręci mu się w głowie, a potem coś miękkiego pod sobą i gdy tylko pocałunek został przerwany, zasnął...

Następnego dnia...

- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa...! - nagły wrzask Harry'ego (który właśnie zorientował się, że  właśnie leży w obcym pokoju w różowej pościeli), został dość szybko przerwany pacnięciem po głowie fioletową poduszką w różowe różyczki.
- Ciiiichoo... - zawył żałośnie Riddle. Niektórzy tu mają kaca...
- Gdzie ja jestem? - zapytał tym razem w miarę cicho "Wybraniec".
- Nie wiem, ale śpijże jeszcze. Nie wiesz, że nie wolno budzić ludzi na kacu w środku nocy?
- W środku no... Tempus. - Harry cieszył się w tym momencie, że nauczył się magii bezróżdżkowej. - Co?! - krzyknął, kiedy zobaczył godzinę. - Jak to piąta?
- Widzisz?? Idź spać.
- Tak, jest piąta, ale po południu, a nie rano.
- Co?! - tym razem, to Tom krzyknął.
- To było bardzo elokwentne.
- Zamknij się i przynieś mi eliksir na kaca!
- Tak jest! 

Harry deportował się do Czarnego Dworu, po czym wrócił do Voldemorta z eliksirem. Ten, kiedy go wypił, odzyskał nagle świadomość, gdzie się właśnie znajdują.
- Pytałeś, gdzie jesteś? - spojrzał na niego dziwnie. - W sypialni mojej matki.
- Ja... Jak to? N-na pewno?
- Tak.
- A... Ale nie pomyliłeś się?
- Nie.
- Na 100%?
- Tak.
- To dlaczego w drzwiach stoi mój kuzyn Dudley???
Riddle natychmiast odwrócił się i zobaczył przyglądającego się im, grubego chłopca.
- O, Merlinie... 
- To prawda, Lodziku... O, Merlinie. - Powiedział Harry i deportował się w strachu o swój tyłek.

Mam nadzieję, że ten króciutki shocik się wam podobał i proszę o pozostawienie opinii w komentarzach oraz wpisanie swojego maila w to śliczne, białe okienko na górze strony. Wtedy zostaniecie powiadomieni o każdym następnym rozdziale na tym blogu właśnie przez e-mail. Do 1 września! 
~ Wasza kochana "Velia"
PS. Zapraszam na GG - 53887341