wtorek, 30 grudnia 2014

Rozdział 3

No dobra. Jesteśmy w końcu z nowym rozdziałem. :) Jeśli chodzi o Vel, to że szpitala wróciła jeszcze przed świętami, ale wiadomo, że aby coś napisać, trzeba się spotkać, a święta raczej nie są na to dobrym czasem. ;) Ale już jesteśmy i razem z nami jest rozdział 3! :) Enjoy. ^^

Tym razem dedykacja trafia do Oli Księżarek. Dziękujemy za wsparcie. :)

- Czy coś się stało? - zapytał Reimon, kiedy usłyszał krzyk chłopaka. 
- N... Nie. To znaczy... Ty... Jesteś wampirem? - wydukał speszony.
- Ach, a więc o to chodzi. - mężczyzna pokiwał głową ze zrozumieniem. - Nie musisz się martwić. Atakuję tylko, kiedy dostanę wyraźny rozkaz lub poluję. W tym momencie jestem zupełnie niegroźny. - powiedział rozbawiony.
- Ja nie... Ymm... - zaczął Harry, jednak Voldemort mu przerwał. 
- Jak już mówiłem, to będzie twój nauczyciel i masz się go bezwzględnie słuchać. Czegokolwiek by ci nie kazał zrobić. W innym przypadku... Cóż... Powiem tylko, że zezwoliłem Reimon'owi na ukaranie cię według własnego uznania. - zwrócił się do Pottera, po czym nieznacznie uniósł kącik ust w chytrym uśmieszku. - Resztę uzgodnijcie sami. Zostawiam was tu. - dodał, a później opuścił pomieszczenie.
- A więc musimy sobie coś ustalić. - rzekł wampir. - Nie zamierzam tolerować braku posłuszeństwa lub szacunku. Każda twoja porażka, będzie równa mojej, więc nie mogę do takiej dopuścić. Mam nadzieję że zrozumiałeś, o czym mówię? - spojrzał na gryfona groźnym wzrokiem. 
- T... Tak. - wydukał chłopak. Wyglądał na nieźle przestraszonego
- Ach! Zapomniałbym! Treningi zaczynamy od jutra, jednak zanim to nastąpi, chciałbym sprawdzić, na jakim poziomie mam szykować ćwiczenia, więc... Proszę za mną. - powiedział i ruszył w stronę drzwi. - Przy okazji pokażę ci gdzie się znajduje sala treningowa. - dodał po chwili, a następnie wyszedł z pomieszczenia, a Harry z przerażoną miną podążył za nim. Szli bardzo krótko, gdyż już po kilku chwilach Teels stanął. Otworzył duże, hebanowe drzwi i wszedł razem z chłopcem do środka. Znajdowali się teraz w ogromnej, oświetlonej blaskiem mnóstwa świec sali. Pod ścianą po prawej stronie leżały materace, obok nich ułożone były metalowe i drewniane manekiny. Do lewej ściany przymocowane były drabinki, oraz najróżniejsze drążki i rurki. 
- No to co? Zaczynamy! - oznajmił Reimon, po czym wycelował w Potter'a różdżką. Chłopak szybko wyciągnął swoją i zrobił unik, ponieważ wampir rzucił w niego pierwsze zaklęcie.
- Masz niezły refleks. - pochwalił go. 
- Dziękuję. - odpowiedział Harry, po czym zaczął miotać w Teels'a pierwszymi zaklęciami, które przyszły mu do głowy.
- Confringo! Expelliarmus! Reducto! Furnunculus! Conjunctivitis! Impedimento! Expulso! Rictusempra! Everte Stati*! - krzyczał, ale wampir z łatwością wszystkie odbijał. Od czasu do czasu posyłał kilka niewerbalnych zaklęć, przed którymi chłopak robił całkiem sprawne uniki. Walka ta trwała przez kilka minut. W tym czasie Harry oberwał kilkoma nieznanymi mu klątwami (w większości wywołujacymi ból lub zadającymi lekkie obrażenia ciała). Sam nie trafił wampira ani razu. Bardzo się za to zmachał, jednak Teels nie wyglądał na ani trochę zmęczonego. Patrzył jedynie na Harry'ego dziwnym wzrokiem. Po chwili odezwał się. 
- Jesteś na prawdę niezły. Nie znam wielu osób, które w twoim wieku potrafiłyby tyle, co ty. Brakuje ci jednak odpowiedniej kondycji. - Tu uśmiechnął się delikatnie i podszedł bliżej do chłopca. Pochylił się delikatnie i tuż nad twarzą Harry'ego wyszeptał:
- Jutro o 11.00. Tutaj. Nie spóźnij się. - po czym pochylił się jeszcze mocniej i końcówką języka przejechał po szyi chłopaka. Przez ciało Potter'a przebiegł dreszcz. Chciał coś odpowiedzieć, jednak słowa ugrzęzły mu w gardle i za nic nie chciały się z niego wydostać, czego skutkiem były nienaturalnie otwarte usta chłopaka. Kiedy w końcu jego stan zmienił się na tyle, że znów umiał mówić, mężczyzny już nie było.

"O Merlinie i Morgano! Co tu się wyprawia?! Wampir! Walki ma mnie uczyć WAMPIR! Przecież on mnie rozszarpie, zabije w kilka sekund! Oczywiście, o ile będzie chciał. No, wystarczy przecież, że ktoś go na śniadaniu zdenerwuje i już po mnie. Po mnie! To nie może być prawda! Tego jest za dużo. W trzy dni mój cały świat stanął na głowie! To, co uznawałem za dobre, stało się złym. Osoba, którą uważałem za wzór, okazała się być podstępnym oszustem. I w dodatku mój największy szkolny wróg, ma mieszkać ze mną przez cały rok szkolny w jednym pokoju. I ma mnie uczyć! Czuję się tak, jakby nagle wszystkie przedmioty w uporządkowanym domu zamieniły się miejscami i próbowały mi pokazać, że tak jest lepiej. A ja już na prawdę przestaję rozumieć, o co tu chodzi. Przecież to nie jest możliwe, żeby wszystko z dnia na dzień, zmieniło się na swoje przeciwieństwo! Ech... A jednak."

 Bijąc się z myślami, wrócił do pokoju. Jednak kiedy tylko otworzył drzwi, skamieniał. Przy komodzie stał Draco, jedynie w małym, srebrnym ręczniku owiniętym wokół bioder. Szukał w niej czegoś i chyba nie zauważył, że ktoś stoi w progu. W końcu wyjął czarne bokserki i już chciał zsunąć z siebie mokrą tkaninę, kiedy Harry głośno kaszlnął i wszedł do środka, zamykając drzwi, po czym skierował się w stronę łóżka, po którego drugiej stronie stał ślizgon. Ten jednak nie zamierzał przerywać tego, co robił. Jak gdyby nigdy nic odrzucił na podłogę ręcznik i zaczął zakładać bieliznę.
- Nie mógł byś następnym razem ubierać się w łazience? - spytał chłopiec-który-był-wyraźnie-zażenowany.
- Coś ci przeszkadza, Potter? To mój pokój i mam prawo robić w nim to, co chcę. - odparł swoim zwykłym, pewnym głosem. - Nic ci do tego.
Twarz gryfona przybrała kolor dojrzałego pomidora. Przez jego głowę przebiegła nagła myśl, że wcale mu to nie przeszkadza. Co więcej, chłopak mógłby następnym razem wyjść z łazienki bez ręcznika i to też by mu nie przeszkadzało, jednak szybko ją odepchnął.
- Ciekawe masz myśli. Nie podejrzewał bym nawet, że bohater czarodziejskiego świata może być homoseksualny. - uśmiechnął się wredne.
- Nie jestem...
- To słodkie, Potter. Sam sobie zaprzeczasz. Przecież tobie już stoi.
Harry natomiast spojrzał w dół i to, co zobaczył, wcale go nie ucieszyło. Jego penis wydawał się być bardzo zainteresowany całą tą sytuacją. W tym momencie kolor jego policzków był bardziej intensywny, niż włosów wszystkich weasley'ow razem wziętych. Miał już tylko nadzieję, że Malfoy w miarę szybko odejdzie.
- Hmmm... Właściwie to całkiem ciekawe. Jak to z tobą jest, co Potter? Jesteś stroną aktywną? A może pasywną? Lubisz czuć, jak ktoś w tobie dochodzi? Czuć spermę, wypływającą z ciebie?
- Co cię to tak interesuje? Czemu, na Merlina, nie możesz dać mi spokoju?!
- Jesteś prawiczkiem?
- Co?
- Pytam, czy jesteś prawiczkiem, Potter.
- Ja... Nie twój zasrany interes, Malfoy!
- Ha! Harry Potter jest prawiczkiem! I do tego gejem! Gazety oszaleją, jak się dowiedzą. Już widzę te nagłówki! Chłopiec, który prze...
- Nie! Malfoy, proszę! Proszę, nie mów nic. - przerwał mu Harry.
- Dlaczego miałbym nie powiedzieć? Co mnie powstrzyma? - uśmiech ślizgona coraz bardziej się poszerzał.
- Błagam, Malfoy. Ja nawet nie wiem, czy jestem homo. Zawsze podobały mi się dziewczyny. To, co się stało dzisiaj... Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale proszę, nie mów im nic.
- Błagasz? Złoty Chłopiec mnie o coś błaga! A co ja będę z tego miał? Co jesteś w stanie dla mnie zrobić, żebym milczał
- Ja... Mam złoto. Mogę zapłacić ci ile tylko chcesz.
- Hahaha, myślisz, że potrzebuję więcej pieniędzy? Jestem bogaty, jeśli jeszcze nie zauważyłeś.
- To może... Będę sprzątać.
- Od sprzątania, to są skrzaty domowe, Potter.
- Ja... Nie wiem, Malfoy. Powiedz mi po prostu, co chcesz, to to zrobię.
- Powiedzieć ci? Cóż... Dobrze. Chcę...
CDN...

*Everte Stati - zaklęcie, które nie zostało użyte w książce, tylko w filmie. Powoduje ono wyrzucenie w powietrze tego, w kogo jest wycelowane. 

No to dobrnęliśmy szczęśliwie do końca. Teraz chciałybyśmy jeszcze z okazji świąt życzyć wam spełnienia marzeń i ogólnie wszystkiego, co najlepsze. Nie będziemy was zanudzać długimi życzeniami, które na pewno już otrzymaliście. Za to tak, jak pewien kolega życzył nam, tak i my wam życzymy mnóstwo kasy i sexu. ;) Oczywiście to drugie skierowane jest do pełnoletnich czytelników. ;) A teraz standardowa prośba o komentarz i już nie zanudzamy was dłużej. :) 
Acha, jeszcze jedna sprawa. Niestety (dla was) następny rozdział pojawi się nie po dwuch, a po trzech tygodniach. Dlaczego? Ponieważ obie będziey miały teraz dużo pracy i nie będziemy miały tyle czasu na pisanie. :( Jednak 5 rozdział pojawi się już w normalnym terminie. :) No. Teraz już na prawdę koniec. ;) Pa pa.

Merry Christmas and Happy New Year!!! <3 ^^ :*

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Rozdział 2

Strasznie wszystkich przepraszamy, że dodajemy po terminie, ale wyszły pewne komplikacje. Otóż ruter Vel padł już kompletnie i nie mogła wysłać rozdziału z laptopa. Musiała go przepisywać na telefon. Niestety przez przypadek kliknęła zamiast "zatwierdź", to "usuń" i cała praca poszła. :'( To tak w skrócie, co się stało. Niestety ogólnie z nami obiema nie jest teraz najlepiej, ponieważ obie jesteśmy chore, ale i tak po wielu incydentach i przeszkodach przychodzimy do was z tym oto rozdziałem. Tak więc zapraszamy was do czytania i prosimy o komentarze, bo każdy z nich jest czystym pokarmem dla weny. :)

Rozdział 2 chciałybyśmy zadedykować każdemu choremu, który czyta naszego bloga i życzymy powrotu do zdrowia. ;)

- Co robisz z moimi ubraniami, Potter? - Harry usłyszał głos, którego miał nadzieję jak najdłużej nie usłyszeć. 
- M... Malfoy? - powiedział zdziwiony chłopak, odwracając się. 
- Nie, Weasley. Chyba nie masz aż takich kłopotów ze wzrokiem? 
- Co ty tu... Chwila... Jak to twoimi
ubraniami?! - krzyknął zdziwiony gryfon, a jego rozmówca zamknął drzwi i usiadł na kanapie. 
- A tak to, że trzymasz w swoich brudnych rękach moją bluzkę. 
Kiedy chłopak jak oparzony odrzucił koszulkę na łóżko i odskoczył od niej, na twarz Draco wkradł się rozbawiony uśmieszek. 
- A... Ale Snape mówił, że to moja komnata. - zawołał zdezorientowany Harry. 
- Bo to jest twoja komnata, kretynie. - powiedział wciąż rozbawiony ślizgon, a widząc rozszerzone ze zdumienia oczy chłopaka, dodał - Będziemy tu mieszkać razem, Potter. 
- Co!? Dlaczego ze wszystkich, będę musiał znosić właśnie ciebie?!
- Myślisz, że ja skaczę z radości? Że prosiłem o to Czarnego Pana? Muszę cię rozczarować, ale mnie również to nie cieszy. 
- Moment... Dlaczego tu jest jedno łóżko?! - zauważył ciemnowłosy. 
- Ech... Spodziewaliśmy się ciebie dopiero za kilka dni. Nie było więc jeszcze czasu na przemeblowanie. Pewnie jutro coś z tym zrobią. - odparł Draco takim tonem, jakby to, że w ich komnacie stoi aktualnie jedno łóżko było najnormalniejszą rzeczą na świecie. 
- W takim razie gdzie będę spać?!
- Salzarze... Potter, nie drzyj się tak, bo jeszcze ktoś tu wejdzie i oberwiemy Cruciatusami za zakłócanie spokoju. A spać możesz zawsze na... Podłodze. - powiedział Malfoy, a wyraz rozbawienia na jego twarzy zamienił się w złośliwy uśmieszek. 
- Chyba śnisz! - warknął zielonooki ciskając w niego pierwszą z brzegu poduszką, która znajdowała się w zasięgu jego rąk. - Nie będę spał na podłodze! 
- Cóż... Mojego łóżka na pewno ci nie odstąpię. - odparł unikając ciosu. - Jeszcze byś mnie poduszką zabił. A więc zostaje ci podłoga. Wiesz... Ten dywan kosztował bardzo dużo, więc postaraj się go nie zaślinić. - kupił z niego blondyn.
- Spadaj, Malfoy! Będę spać na kanapie, a nie na twoim "cudownym" dywanie!
- Wielka szkoda, Potter. Widok Chłopca-Który-Przeżył leżącego u mych stóp byłby na pewno niezapomniany. 
- Zamknij się w końcu! 
- Bo co mi zrobisz, Złoty Chłopcze? Naślesz na mnie Wiewióra i tą twoją szlamę Granger? - chłopak wydawał się świetnie bawić. Harry zrobił krok w przód i już chciał się czymś odgryźć, kiedy nagle zaczęło robić mu się słabo. Poczuł jeszcze tylko, że upada, a potem zapadł się we wszechogarniającą go ciemność.
                                               *** 
Harry powoli otworzył oczy. Zobaczył nad sobą coś zielonego. Coś, co raczej nie było sufitem. 
- No, Potter. Na reszcie się obudziłeś. Już myślałem, że będę musiał jeszcze kogoś wezwać. - usłyszał z lewej strony głos Draco Malfoy'a. Natychmiast przypomniał sobie wszystko. Rozejrzał się dookoła. Leżał na łóżku w ich komnacie, s jego współlokator siedział na brzegu obok niego. 
- Co się... Jak ja się tu znalazłem? 
- Po tym, jak zemdlałeś, przeniosłem cię na łóżko. 
- Ile czasu... Byłem nieprzytomny? 
- Parę godzin. Za chwilę będzie 24.00.
- Och... - dopiero teraz Harry zauważył, że blondyn ubrany jest w długi, czarny szlafrok ze srebrnymi obszyciami. 
- Na co tak patrzysz? - zapytał z widocznym zaciekawieniem Draco.
- Pewnie... Pewnie chcesz się położyć? 
- Owszem, chciałbym. 
- Ja... Już wstaję. - odpowiedział gryfon, po czym bardzo powoli się podniósł, jednak kiedy tylko jego stopy dotknęły dywanu, natychmiast zakręciło mu się w głowie i upadł na łóżko. Chciał spróbować drugi raz, jednak ręce Malfoy'a skutecznie mu to uniemożliwiły, delikatnie go unosząc i kładąc spowrotem na poduszkach. 
- Nie ruszaj się, Potter. Jeszcze się tu zabijesz, a to na pewno nie uszczęśliwiłoby Czarnego Pana. A więc z łaski swojej nie próbuj się podnosić. To łóżko, jeśli jeszcze nie zauważyłeś, jest bardzo duże, więc myślę, że obaj się zmieścimy.
- O nie! Nie będę z tobą spał! - krzyknął Harry, po czym szybko podniósł się do pozycji siedzącej, co dało dość nieciekawy skutek w postaci ostrego bólu głowy. Draco natychmiast wziął szklankę, stojącą na szafce nocnej i podał ją chłopakowi. 
- Wypij to, Potter. To specjalna mieszanka eliksirów: wzmacniającego, uspokajającego, przeciwbólowego i bezsennego snu. Severus mówił, że mam ci to podać. 
- Snape tu był? - zdziwił się gryfon. 
- No ktoś przecież musiał cię obejrzeć i stwierdzić, czy to nic poważnego. Pij! - Malfoy zaczął się powoli denerwować. 
- Dobrze, już to piję. - powiedział Harry, po czym przyjął szklankę i wypił jej zawartość. Ból głowy od razu przeszedł, a po chwili chłopak poczuł się bardzo senny. 
                                               ***
Rano, kiedy Harry otworzył oczy i przypomniał sobie, gdzie się znajduje, o mało nie krzyknął. Odwrócił się szybko w prawą stronę. Ujrzał śpiącego Malfoy'a. A dokładniej Malfoy'a, śpiącego obok niego w samych bokserkach. Mimowolnie prześlizgnął po nim wzrokiem. Był dobrze zbudowany, a na brzuchu widniał zarys całkiem sporych mięśni. Miał bardzo jasną karnację i nie był zbytnio zarośnięty. Tak samo jak on, był szczupły, ale nie wygłodzony. Nagle powieki ślizgona drgnęły i uniosły się, więc Harry szybko odwrócił wzrok. Draco bez słowa wstał i podszedł do komody. Wyjął z niej kilka rzeczy, po czym zniknął za drzwiami do łazienki, zza których już po chwili dało się słyszeć dźwięk lecącej wody. Potter przeciągnął się i również wstał. Sam nie miał więcej ubrań, więc musiał zostać w tym, w czym był. Sprawdził godzinę. Za pięć minut miał być gotowy na śniadanie. Parę sekund później, z łazienki wyszedł przebrany już Malfoy. Bez słowa przeszedł przez pokój i zostawił Harry'ego na powrót samego. Jednak nie wiele minęło, a chłopak usłyszał pukanie. Był to Snape. Powitał gryfona skinieniem głowy i zaprowadził go do jadalni, w której była już duża grupka śmierciożerców. Chłopiec wypatrzył wśród nich Remusa, do którego się przysiadł. Kiedy w pomieszczeniu pojawił się Voldemort, na stołach pojawiły się dania. Większości z nich Harry nie znał, a części składników nigdy na oczy nie widział, więc patrzył na nie z zaciekawieniem. Wszystkie były podane na bogato zdobionych, srebrnych tacach. W końcu wybrał pierwsze z brzegu i zaczął jeść. Ogólnie posiłek minął mu w dość miłej atmosferze na rozmowie z Lupinem i próbowaniu nowych potraw. Gdy tylko się skończył, Harry z pomocą Remusa, wrócił do pokoju. Przyjaciel przekazał mu, że przyjdzie do niego za godzinę na lekcję oklumencji. Kiedy znalazł się już w swojej komnacie, postanowił przejrzeć książki, które trzymał Draco. Okazało się, że większość z nich to książki wojenne. Dużą część stanowiły również czarnomagiczne księgi, oraz te dotyczące magii starożytnej. Reszta była o eliksirach, magicznych roślinach i ich działaniu, o obrzędach oraz rytuałach i jedna książka o magicznych połączeniach. Po chwili namysłu wziął jedną z książek wojennych. Usiadł na kanapie i zaczął czytać. Kiedy przyszedł Remus, odłożył książkę i otworzył mu. Lekcja szybko mu minęła. Raz udało mu się wypchnąć przyjaciela z umysłu, a reszta starań niestety spełzła na niczym. Po południu Riddle wezwał go do siebie przy pomocy Rosier'a. Tym razem znalazł się w prywatnych kwaterach Czarnego Pana. Został zaprowadzony do salonu utrzymanego w bardzo ciemnych barwach, w którym Lord juz na niego czekał. Kiedy tylko Rosier zniknął, powiedział:
- Witaj, mój Harry. Mam nadzieję, że nie nudzi ci się zbytnio? 
- Nie. 
- To dobrze. Chciałbym jednak, abyś rozpoczął naukę. Naukę walki. - przeszedł od razu do sedna. - Twoim nauczycielem będzie jeden z moich ludzi. Nie sądzę, żebyś go znał, Harry. Jego nazwisko nic ci nie powie. 
- Co?! Mam się uczyć walki z jakimś śmierciożercą? - zbulwersował się gryfon. 
- Uspokuj się. I tak nie masz wyboru. Już podjąłem decyzję. Tak samo jak w przypadku oklumencji. Zaczynasz jutro o godzinie 17.00. Masz się zjawić w moich komnatach, skąd zostaniesz przeprowadzony do jednej z sal treningowych. Czy to jest zrozumiałe? - zapytał Marvolo głosem nie znoszącym sprzeciwu. 
- Tak. - odpowiedział przez zaciśnięte zęby Harry. 
- A więc dobrze. Teels, pozwól do nas. - po tych słowach, Harry usłyszał skrzypnięcie drzwi i ujrzał wysokiego, ciemnowłosego mężczyznę o czarnych oczach i bardzo bladej cerze. Wyglądał na około 28 lat. 
- Wzywałeś mnie, Marvolo? - zapytał niskim, pewnym głosem mężczyzna. 
- Tak. Podejdź do nas. Harry, przedstawiam ci Reimona Teelsa -twojego nowego nauczyciela walki. - przedstawił go Voldemort, a śmierciożerca się skłonił. 
- Miło mi pana poznać, panie Potter. - powiedział, po czym uśmiechnął się pokazując szereg białych zębów. W tym momencie gryfon krzyknął z przerażenia. Reimon Teels był... Wampirem...
Ciąg dalszy nastąpi...

Mamy nadzieję, że się wam podobało. Prosimy dalej o komentarze. Na prawdę może to być jedynie kilka słów. Każdy komentarz jest dla nas wyjątkowo ważny i bardzo gorąco za wszystkie dziękujemy. 
Do zobaczenia w następnym rozdziale. :)