wtorek, 30 grudnia 2014

Rozdział 3

No dobra. Jesteśmy w końcu z nowym rozdziałem. :) Jeśli chodzi o Vel, to że szpitala wróciła jeszcze przed świętami, ale wiadomo, że aby coś napisać, trzeba się spotkać, a święta raczej nie są na to dobrym czasem. ;) Ale już jesteśmy i razem z nami jest rozdział 3! :) Enjoy. ^^

Tym razem dedykacja trafia do Oli Księżarek. Dziękujemy za wsparcie. :)

- Czy coś się stało? - zapytał Reimon, kiedy usłyszał krzyk chłopaka. 
- N... Nie. To znaczy... Ty... Jesteś wampirem? - wydukał speszony.
- Ach, a więc o to chodzi. - mężczyzna pokiwał głową ze zrozumieniem. - Nie musisz się martwić. Atakuję tylko, kiedy dostanę wyraźny rozkaz lub poluję. W tym momencie jestem zupełnie niegroźny. - powiedział rozbawiony.
- Ja nie... Ymm... - zaczął Harry, jednak Voldemort mu przerwał. 
- Jak już mówiłem, to będzie twój nauczyciel i masz się go bezwzględnie słuchać. Czegokolwiek by ci nie kazał zrobić. W innym przypadku... Cóż... Powiem tylko, że zezwoliłem Reimon'owi na ukaranie cię według własnego uznania. - zwrócił się do Pottera, po czym nieznacznie uniósł kącik ust w chytrym uśmieszku. - Resztę uzgodnijcie sami. Zostawiam was tu. - dodał, a później opuścił pomieszczenie.
- A więc musimy sobie coś ustalić. - rzekł wampir. - Nie zamierzam tolerować braku posłuszeństwa lub szacunku. Każda twoja porażka, będzie równa mojej, więc nie mogę do takiej dopuścić. Mam nadzieję że zrozumiałeś, o czym mówię? - spojrzał na gryfona groźnym wzrokiem. 
- T... Tak. - wydukał chłopak. Wyglądał na nieźle przestraszonego
- Ach! Zapomniałbym! Treningi zaczynamy od jutra, jednak zanim to nastąpi, chciałbym sprawdzić, na jakim poziomie mam szykować ćwiczenia, więc... Proszę za mną. - powiedział i ruszył w stronę drzwi. - Przy okazji pokażę ci gdzie się znajduje sala treningowa. - dodał po chwili, a następnie wyszedł z pomieszczenia, a Harry z przerażoną miną podążył za nim. Szli bardzo krótko, gdyż już po kilku chwilach Teels stanął. Otworzył duże, hebanowe drzwi i wszedł razem z chłopcem do środka. Znajdowali się teraz w ogromnej, oświetlonej blaskiem mnóstwa świec sali. Pod ścianą po prawej stronie leżały materace, obok nich ułożone były metalowe i drewniane manekiny. Do lewej ściany przymocowane były drabinki, oraz najróżniejsze drążki i rurki. 
- No to co? Zaczynamy! - oznajmił Reimon, po czym wycelował w Potter'a różdżką. Chłopak szybko wyciągnął swoją i zrobił unik, ponieważ wampir rzucił w niego pierwsze zaklęcie.
- Masz niezły refleks. - pochwalił go. 
- Dziękuję. - odpowiedział Harry, po czym zaczął miotać w Teels'a pierwszymi zaklęciami, które przyszły mu do głowy.
- Confringo! Expelliarmus! Reducto! Furnunculus! Conjunctivitis! Impedimento! Expulso! Rictusempra! Everte Stati*! - krzyczał, ale wampir z łatwością wszystkie odbijał. Od czasu do czasu posyłał kilka niewerbalnych zaklęć, przed którymi chłopak robił całkiem sprawne uniki. Walka ta trwała przez kilka minut. W tym czasie Harry oberwał kilkoma nieznanymi mu klątwami (w większości wywołujacymi ból lub zadającymi lekkie obrażenia ciała). Sam nie trafił wampira ani razu. Bardzo się za to zmachał, jednak Teels nie wyglądał na ani trochę zmęczonego. Patrzył jedynie na Harry'ego dziwnym wzrokiem. Po chwili odezwał się. 
- Jesteś na prawdę niezły. Nie znam wielu osób, które w twoim wieku potrafiłyby tyle, co ty. Brakuje ci jednak odpowiedniej kondycji. - Tu uśmiechnął się delikatnie i podszedł bliżej do chłopca. Pochylił się delikatnie i tuż nad twarzą Harry'ego wyszeptał:
- Jutro o 11.00. Tutaj. Nie spóźnij się. - po czym pochylił się jeszcze mocniej i końcówką języka przejechał po szyi chłopaka. Przez ciało Potter'a przebiegł dreszcz. Chciał coś odpowiedzieć, jednak słowa ugrzęzły mu w gardle i za nic nie chciały się z niego wydostać, czego skutkiem były nienaturalnie otwarte usta chłopaka. Kiedy w końcu jego stan zmienił się na tyle, że znów umiał mówić, mężczyzny już nie było.

"O Merlinie i Morgano! Co tu się wyprawia?! Wampir! Walki ma mnie uczyć WAMPIR! Przecież on mnie rozszarpie, zabije w kilka sekund! Oczywiście, o ile będzie chciał. No, wystarczy przecież, że ktoś go na śniadaniu zdenerwuje i już po mnie. Po mnie! To nie może być prawda! Tego jest za dużo. W trzy dni mój cały świat stanął na głowie! To, co uznawałem za dobre, stało się złym. Osoba, którą uważałem za wzór, okazała się być podstępnym oszustem. I w dodatku mój największy szkolny wróg, ma mieszkać ze mną przez cały rok szkolny w jednym pokoju. I ma mnie uczyć! Czuję się tak, jakby nagle wszystkie przedmioty w uporządkowanym domu zamieniły się miejscami i próbowały mi pokazać, że tak jest lepiej. A ja już na prawdę przestaję rozumieć, o co tu chodzi. Przecież to nie jest możliwe, żeby wszystko z dnia na dzień, zmieniło się na swoje przeciwieństwo! Ech... A jednak."

 Bijąc się z myślami, wrócił do pokoju. Jednak kiedy tylko otworzył drzwi, skamieniał. Przy komodzie stał Draco, jedynie w małym, srebrnym ręczniku owiniętym wokół bioder. Szukał w niej czegoś i chyba nie zauważył, że ktoś stoi w progu. W końcu wyjął czarne bokserki i już chciał zsunąć z siebie mokrą tkaninę, kiedy Harry głośno kaszlnął i wszedł do środka, zamykając drzwi, po czym skierował się w stronę łóżka, po którego drugiej stronie stał ślizgon. Ten jednak nie zamierzał przerywać tego, co robił. Jak gdyby nigdy nic odrzucił na podłogę ręcznik i zaczął zakładać bieliznę.
- Nie mógł byś następnym razem ubierać się w łazience? - spytał chłopiec-który-był-wyraźnie-zażenowany.
- Coś ci przeszkadza, Potter? To mój pokój i mam prawo robić w nim to, co chcę. - odparł swoim zwykłym, pewnym głosem. - Nic ci do tego.
Twarz gryfona przybrała kolor dojrzałego pomidora. Przez jego głowę przebiegła nagła myśl, że wcale mu to nie przeszkadza. Co więcej, chłopak mógłby następnym razem wyjść z łazienki bez ręcznika i to też by mu nie przeszkadzało, jednak szybko ją odepchnął.
- Ciekawe masz myśli. Nie podejrzewał bym nawet, że bohater czarodziejskiego świata może być homoseksualny. - uśmiechnął się wredne.
- Nie jestem...
- To słodkie, Potter. Sam sobie zaprzeczasz. Przecież tobie już stoi.
Harry natomiast spojrzał w dół i to, co zobaczył, wcale go nie ucieszyło. Jego penis wydawał się być bardzo zainteresowany całą tą sytuacją. W tym momencie kolor jego policzków był bardziej intensywny, niż włosów wszystkich weasley'ow razem wziętych. Miał już tylko nadzieję, że Malfoy w miarę szybko odejdzie.
- Hmmm... Właściwie to całkiem ciekawe. Jak to z tobą jest, co Potter? Jesteś stroną aktywną? A może pasywną? Lubisz czuć, jak ktoś w tobie dochodzi? Czuć spermę, wypływającą z ciebie?
- Co cię to tak interesuje? Czemu, na Merlina, nie możesz dać mi spokoju?!
- Jesteś prawiczkiem?
- Co?
- Pytam, czy jesteś prawiczkiem, Potter.
- Ja... Nie twój zasrany interes, Malfoy!
- Ha! Harry Potter jest prawiczkiem! I do tego gejem! Gazety oszaleją, jak się dowiedzą. Już widzę te nagłówki! Chłopiec, który prze...
- Nie! Malfoy, proszę! Proszę, nie mów nic. - przerwał mu Harry.
- Dlaczego miałbym nie powiedzieć? Co mnie powstrzyma? - uśmiech ślizgona coraz bardziej się poszerzał.
- Błagam, Malfoy. Ja nawet nie wiem, czy jestem homo. Zawsze podobały mi się dziewczyny. To, co się stało dzisiaj... Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale proszę, nie mów im nic.
- Błagasz? Złoty Chłopiec mnie o coś błaga! A co ja będę z tego miał? Co jesteś w stanie dla mnie zrobić, żebym milczał
- Ja... Mam złoto. Mogę zapłacić ci ile tylko chcesz.
- Hahaha, myślisz, że potrzebuję więcej pieniędzy? Jestem bogaty, jeśli jeszcze nie zauważyłeś.
- To może... Będę sprzątać.
- Od sprzątania, to są skrzaty domowe, Potter.
- Ja... Nie wiem, Malfoy. Powiedz mi po prostu, co chcesz, to to zrobię.
- Powiedzieć ci? Cóż... Dobrze. Chcę...
CDN...

*Everte Stati - zaklęcie, które nie zostało użyte w książce, tylko w filmie. Powoduje ono wyrzucenie w powietrze tego, w kogo jest wycelowane. 

No to dobrnęliśmy szczęśliwie do końca. Teraz chciałybyśmy jeszcze z okazji świąt życzyć wam spełnienia marzeń i ogólnie wszystkiego, co najlepsze. Nie będziemy was zanudzać długimi życzeniami, które na pewno już otrzymaliście. Za to tak, jak pewien kolega życzył nam, tak i my wam życzymy mnóstwo kasy i sexu. ;) Oczywiście to drugie skierowane jest do pełnoletnich czytelników. ;) A teraz standardowa prośba o komentarz i już nie zanudzamy was dłużej. :) 
Acha, jeszcze jedna sprawa. Niestety (dla was) następny rozdział pojawi się nie po dwuch, a po trzech tygodniach. Dlaczego? Ponieważ obie będziey miały teraz dużo pracy i nie będziemy miały tyle czasu na pisanie. :( Jednak 5 rozdział pojawi się już w normalnym terminie. :) No. Teraz już na prawdę koniec. ;) Pa pa.

Merry Christmas and Happy New Year!!! <3 ^^ :*

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Rozdział 2

Strasznie wszystkich przepraszamy, że dodajemy po terminie, ale wyszły pewne komplikacje. Otóż ruter Vel padł już kompletnie i nie mogła wysłać rozdziału z laptopa. Musiała go przepisywać na telefon. Niestety przez przypadek kliknęła zamiast "zatwierdź", to "usuń" i cała praca poszła. :'( To tak w skrócie, co się stało. Niestety ogólnie z nami obiema nie jest teraz najlepiej, ponieważ obie jesteśmy chore, ale i tak po wielu incydentach i przeszkodach przychodzimy do was z tym oto rozdziałem. Tak więc zapraszamy was do czytania i prosimy o komentarze, bo każdy z nich jest czystym pokarmem dla weny. :)

Rozdział 2 chciałybyśmy zadedykować każdemu choremu, który czyta naszego bloga i życzymy powrotu do zdrowia. ;)

- Co robisz z moimi ubraniami, Potter? - Harry usłyszał głos, którego miał nadzieję jak najdłużej nie usłyszeć. 
- M... Malfoy? - powiedział zdziwiony chłopak, odwracając się. 
- Nie, Weasley. Chyba nie masz aż takich kłopotów ze wzrokiem? 
- Co ty tu... Chwila... Jak to twoimi
ubraniami?! - krzyknął zdziwiony gryfon, a jego rozmówca zamknął drzwi i usiadł na kanapie. 
- A tak to, że trzymasz w swoich brudnych rękach moją bluzkę. 
Kiedy chłopak jak oparzony odrzucił koszulkę na łóżko i odskoczył od niej, na twarz Draco wkradł się rozbawiony uśmieszek. 
- A... Ale Snape mówił, że to moja komnata. - zawołał zdezorientowany Harry. 
- Bo to jest twoja komnata, kretynie. - powiedział wciąż rozbawiony ślizgon, a widząc rozszerzone ze zdumienia oczy chłopaka, dodał - Będziemy tu mieszkać razem, Potter. 
- Co!? Dlaczego ze wszystkich, będę musiał znosić właśnie ciebie?!
- Myślisz, że ja skaczę z radości? Że prosiłem o to Czarnego Pana? Muszę cię rozczarować, ale mnie również to nie cieszy. 
- Moment... Dlaczego tu jest jedno łóżko?! - zauważył ciemnowłosy. 
- Ech... Spodziewaliśmy się ciebie dopiero za kilka dni. Nie było więc jeszcze czasu na przemeblowanie. Pewnie jutro coś z tym zrobią. - odparł Draco takim tonem, jakby to, że w ich komnacie stoi aktualnie jedno łóżko było najnormalniejszą rzeczą na świecie. 
- W takim razie gdzie będę spać?!
- Salzarze... Potter, nie drzyj się tak, bo jeszcze ktoś tu wejdzie i oberwiemy Cruciatusami za zakłócanie spokoju. A spać możesz zawsze na... Podłodze. - powiedział Malfoy, a wyraz rozbawienia na jego twarzy zamienił się w złośliwy uśmieszek. 
- Chyba śnisz! - warknął zielonooki ciskając w niego pierwszą z brzegu poduszką, która znajdowała się w zasięgu jego rąk. - Nie będę spał na podłodze! 
- Cóż... Mojego łóżka na pewno ci nie odstąpię. - odparł unikając ciosu. - Jeszcze byś mnie poduszką zabił. A więc zostaje ci podłoga. Wiesz... Ten dywan kosztował bardzo dużo, więc postaraj się go nie zaślinić. - kupił z niego blondyn.
- Spadaj, Malfoy! Będę spać na kanapie, a nie na twoim "cudownym" dywanie!
- Wielka szkoda, Potter. Widok Chłopca-Który-Przeżył leżącego u mych stóp byłby na pewno niezapomniany. 
- Zamknij się w końcu! 
- Bo co mi zrobisz, Złoty Chłopcze? Naślesz na mnie Wiewióra i tą twoją szlamę Granger? - chłopak wydawał się świetnie bawić. Harry zrobił krok w przód i już chciał się czymś odgryźć, kiedy nagle zaczęło robić mu się słabo. Poczuł jeszcze tylko, że upada, a potem zapadł się we wszechogarniającą go ciemność.
                                               *** 
Harry powoli otworzył oczy. Zobaczył nad sobą coś zielonego. Coś, co raczej nie było sufitem. 
- No, Potter. Na reszcie się obudziłeś. Już myślałem, że będę musiał jeszcze kogoś wezwać. - usłyszał z lewej strony głos Draco Malfoy'a. Natychmiast przypomniał sobie wszystko. Rozejrzał się dookoła. Leżał na łóżku w ich komnacie, s jego współlokator siedział na brzegu obok niego. 
- Co się... Jak ja się tu znalazłem? 
- Po tym, jak zemdlałeś, przeniosłem cię na łóżko. 
- Ile czasu... Byłem nieprzytomny? 
- Parę godzin. Za chwilę będzie 24.00.
- Och... - dopiero teraz Harry zauważył, że blondyn ubrany jest w długi, czarny szlafrok ze srebrnymi obszyciami. 
- Na co tak patrzysz? - zapytał z widocznym zaciekawieniem Draco.
- Pewnie... Pewnie chcesz się położyć? 
- Owszem, chciałbym. 
- Ja... Już wstaję. - odpowiedział gryfon, po czym bardzo powoli się podniósł, jednak kiedy tylko jego stopy dotknęły dywanu, natychmiast zakręciło mu się w głowie i upadł na łóżko. Chciał spróbować drugi raz, jednak ręce Malfoy'a skutecznie mu to uniemożliwiły, delikatnie go unosząc i kładąc spowrotem na poduszkach. 
- Nie ruszaj się, Potter. Jeszcze się tu zabijesz, a to na pewno nie uszczęśliwiłoby Czarnego Pana. A więc z łaski swojej nie próbuj się podnosić. To łóżko, jeśli jeszcze nie zauważyłeś, jest bardzo duże, więc myślę, że obaj się zmieścimy.
- O nie! Nie będę z tobą spał! - krzyknął Harry, po czym szybko podniósł się do pozycji siedzącej, co dało dość nieciekawy skutek w postaci ostrego bólu głowy. Draco natychmiast wziął szklankę, stojącą na szafce nocnej i podał ją chłopakowi. 
- Wypij to, Potter. To specjalna mieszanka eliksirów: wzmacniającego, uspokajającego, przeciwbólowego i bezsennego snu. Severus mówił, że mam ci to podać. 
- Snape tu był? - zdziwił się gryfon. 
- No ktoś przecież musiał cię obejrzeć i stwierdzić, czy to nic poważnego. Pij! - Malfoy zaczął się powoli denerwować. 
- Dobrze, już to piję. - powiedział Harry, po czym przyjął szklankę i wypił jej zawartość. Ból głowy od razu przeszedł, a po chwili chłopak poczuł się bardzo senny. 
                                               ***
Rano, kiedy Harry otworzył oczy i przypomniał sobie, gdzie się znajduje, o mało nie krzyknął. Odwrócił się szybko w prawą stronę. Ujrzał śpiącego Malfoy'a. A dokładniej Malfoy'a, śpiącego obok niego w samych bokserkach. Mimowolnie prześlizgnął po nim wzrokiem. Był dobrze zbudowany, a na brzuchu widniał zarys całkiem sporych mięśni. Miał bardzo jasną karnację i nie był zbytnio zarośnięty. Tak samo jak on, był szczupły, ale nie wygłodzony. Nagle powieki ślizgona drgnęły i uniosły się, więc Harry szybko odwrócił wzrok. Draco bez słowa wstał i podszedł do komody. Wyjął z niej kilka rzeczy, po czym zniknął za drzwiami do łazienki, zza których już po chwili dało się słyszeć dźwięk lecącej wody. Potter przeciągnął się i również wstał. Sam nie miał więcej ubrań, więc musiał zostać w tym, w czym był. Sprawdził godzinę. Za pięć minut miał być gotowy na śniadanie. Parę sekund później, z łazienki wyszedł przebrany już Malfoy. Bez słowa przeszedł przez pokój i zostawił Harry'ego na powrót samego. Jednak nie wiele minęło, a chłopak usłyszał pukanie. Był to Snape. Powitał gryfona skinieniem głowy i zaprowadził go do jadalni, w której była już duża grupka śmierciożerców. Chłopiec wypatrzył wśród nich Remusa, do którego się przysiadł. Kiedy w pomieszczeniu pojawił się Voldemort, na stołach pojawiły się dania. Większości z nich Harry nie znał, a części składników nigdy na oczy nie widział, więc patrzył na nie z zaciekawieniem. Wszystkie były podane na bogato zdobionych, srebrnych tacach. W końcu wybrał pierwsze z brzegu i zaczął jeść. Ogólnie posiłek minął mu w dość miłej atmosferze na rozmowie z Lupinem i próbowaniu nowych potraw. Gdy tylko się skończył, Harry z pomocą Remusa, wrócił do pokoju. Przyjaciel przekazał mu, że przyjdzie do niego za godzinę na lekcję oklumencji. Kiedy znalazł się już w swojej komnacie, postanowił przejrzeć książki, które trzymał Draco. Okazało się, że większość z nich to książki wojenne. Dużą część stanowiły również czarnomagiczne księgi, oraz te dotyczące magii starożytnej. Reszta była o eliksirach, magicznych roślinach i ich działaniu, o obrzędach oraz rytuałach i jedna książka o magicznych połączeniach. Po chwili namysłu wziął jedną z książek wojennych. Usiadł na kanapie i zaczął czytać. Kiedy przyszedł Remus, odłożył książkę i otworzył mu. Lekcja szybko mu minęła. Raz udało mu się wypchnąć przyjaciela z umysłu, a reszta starań niestety spełzła na niczym. Po południu Riddle wezwał go do siebie przy pomocy Rosier'a. Tym razem znalazł się w prywatnych kwaterach Czarnego Pana. Został zaprowadzony do salonu utrzymanego w bardzo ciemnych barwach, w którym Lord juz na niego czekał. Kiedy tylko Rosier zniknął, powiedział:
- Witaj, mój Harry. Mam nadzieję, że nie nudzi ci się zbytnio? 
- Nie. 
- To dobrze. Chciałbym jednak, abyś rozpoczął naukę. Naukę walki. - przeszedł od razu do sedna. - Twoim nauczycielem będzie jeden z moich ludzi. Nie sądzę, żebyś go znał, Harry. Jego nazwisko nic ci nie powie. 
- Co?! Mam się uczyć walki z jakimś śmierciożercą? - zbulwersował się gryfon. 
- Uspokuj się. I tak nie masz wyboru. Już podjąłem decyzję. Tak samo jak w przypadku oklumencji. Zaczynasz jutro o godzinie 17.00. Masz się zjawić w moich komnatach, skąd zostaniesz przeprowadzony do jednej z sal treningowych. Czy to jest zrozumiałe? - zapytał Marvolo głosem nie znoszącym sprzeciwu. 
- Tak. - odpowiedział przez zaciśnięte zęby Harry. 
- A więc dobrze. Teels, pozwól do nas. - po tych słowach, Harry usłyszał skrzypnięcie drzwi i ujrzał wysokiego, ciemnowłosego mężczyznę o czarnych oczach i bardzo bladej cerze. Wyglądał na około 28 lat. 
- Wzywałeś mnie, Marvolo? - zapytał niskim, pewnym głosem mężczyzna. 
- Tak. Podejdź do nas. Harry, przedstawiam ci Reimona Teelsa -twojego nowego nauczyciela walki. - przedstawił go Voldemort, a śmierciożerca się skłonił. 
- Miło mi pana poznać, panie Potter. - powiedział, po czym uśmiechnął się pokazując szereg białych zębów. W tym momencie gryfon krzyknął z przerażenia. Reimon Teels był... Wampirem...
Ciąg dalszy nastąpi...

Mamy nadzieję, że się wam podobało. Prosimy dalej o komentarze. Na prawdę może to być jedynie kilka słów. Każdy komentarz jest dla nas wyjątkowo ważny i bardzo gorąco za wszystkie dziękujemy. 
Do zobaczenia w następnym rozdziale. :)

poniedziałek, 17 listopada 2014

Rozdział 1

Hej, część i czołem! :D Jesteśmy z nowym rozdziałem tym razem w całości napisanym przez Vel. Dlaczego? Ponieważ miałyśmy dość duże komplikacje związane z połączeniem sieciowym. Przepraszamy wszystkich bardzo za kłopoty i za ten dzień poślizgu. :( Obiecujemy dodać następny rozdział w niedzielę za dwa tygodnie. A teraz nie przedłużamy i zapraszamy do czytania. =D

Chciałybyśmy zadedykować pierwszy rozdział Possible Way - wspaniałej komentującej, która w swoich komentarzach pokazuje nam, jakie błędy robimy i dzięki niej ten blog jest coraz lepszy. Bardzo doceniamy takie osoby i mamy nadzieję, że zostaną z nami do końca. :* Dziękujemy!

Harry szedł ciemnymi korytarzami za śmierciożercą. Wciąż był zły na wilkołaka, ale bardziej martwił się spotkaniem, na które właśnie podążał. Nie wiedział, co Voldemort zamierza z nim zrobić. Po kilku minutach dotarli pod wielkie, mahoniowe drzwi, które zostały otwarte przez znajdującego się za nimi Glizdogona.
- Pan na was czeka. - powiedział, po czym gestem zaprosił ich do środka. Kiedy już weszli, zostawił ich samych. Znajdowali się w dużym, przestronnym pomieszczeniu, urządzonym w barwach ślizgonów. W centralnej części stał potężny tron, a po jego prawej stronie legowisko dla Nagini. Usłyszeli trzask teleportacji. Przed nimi pojawił się trupio blady mężczyzna ubrany w czarne szaty.
- Dołohow, możesz odejść. - powiedział, a jego poplecznik ukłonił się i odparł tylko:
- Tak, mój panie. - i również się deportował.
- No, no, Harry Potter. Witam. Pewnie jesteś ciekaw, dlaczego tak bardzo chciałem, abyś pojawił się tu jeszcze w te wakacje? A więc pozwól, że ci wytłumaczę.
- Właściwie to...
- Nie mogłem dopuścić, aby ten stary głupiec doprowadził do twojej śmierci. Mój drogi Remus pewnie powiedział ci, co i jak, więc nie muszę się trudzić opowiadając o horkruksach.
- W sumie, nie do końca rozumiem ideę tego... Tego czegoś. I jak to się stało, że ja nim jestem.
- Aby go stworzyć, trzeba zapłacić pewną cenę. Należy dokonać morderstwa, Harry. No więc właśnie. Zabiłem twojego ojca, kiedy chciałem zabić i ciebie, twoja matka dokonała zamiany. Zamiany twojego życia na jej. Przez to nie mogłem cię zabić.
- Chwila... przecież Dumbledore mówił, że to miłość. Że moja mama stworzyła mi tarczę z miłości, od której odbił się twój czar.
- To stary kłamca. Zniknąłem, bo właśnie na tym polegała ta zamiana. Osoba, która rzuca klątwę, tak samo jak ta, która oddaje swoje życie, ginie. Podczas tego na ciele przeżyłego zostaje wyryty znak. Twoim jest blizna. Jednakże byłaby ona zupełnie zwyczajna, gdyby moja już wcześniej rozdarta dusza nie wniknęła w ciebie i nie ulokowała się właśnie w niej. Ale to i tak jeszcze nie wszystko. Ta część duszy jest większa i silniejsza niż w innych horkruksach. W końcu tą część nosiłem w sobie. Kiedy się odrodziłem, bolał cię mój dotyk, ponieważ moja dusza w tobie rozrywała się i jej połowa przechodziła z powrotem we mnie. A teraz posłuchaj mnie bardzo uważnie. Dopóki jesteś ze mną, z którymś ze śmierciożerców, lub znajdujesz się w Czarnym Dworze, jesteś bezpieczny. Dlatego właśnie pojedziesz do Hogwartu z eskortą. W tym roku jako pomocnik do OPCM'u, do zamku pojedzie Lupin. On i Severus będą mieli na ciebie oko. Na ciebie, oraz na Albusa. Dodatkowo dostaniesz ode mnie sygnet. Będziesz go mógł zdjąć tylko ty. Co więcej, w dzień jest niewidoczny. Widać go dopiero po zachodzie słońca i pozostaje taki aż do wschodu. Nie zdejmuj go nigdy, bo nie wiadomo kiedy będziesz go potrzebować. Jest on świstoklikiem, uaktywniającym się na hasło "Nigrum*". Nie sądzę, abyś powiedział je przez przypadek w szkole, na lekcji lub podczas rozmowy z kimś, więc jest raczej bezpieczne. Czy masz może jakieś pytania?
- Czy ktoś, prócz mnie, może go aktywować? - spytał niepewnie gryfon.
- Jedynie Remus i Severus. Również oni jako jedyni o nim wiedzą.
- Dobrze. - odpowiedział już spokojniej. - Ale skąd mogę wiedzieć, czy to nie jest jakaś sztuczka? Skąd mogę mieć pewność, że mnie nie okłamaliście? Że wasza historia nie jest wyssana z palca?
- Nie zniszczył bym własnego horkruksa. A dlaczego, jeśli byś nim nie był, jeszcze byś żył? Nikt, za wyjątkiem moich ludzi nie przebywał tak długo w moim towarzystwie, bez oberwania Cruciatusem. No, lub jakimś bardziej... Wyrafinowanym zaklęciem.
- No dobrze. Powiedzmy, że ci wierzę.
- A teraz, Harry, mam dla ciebie jeszcze jedną informację. Będziesz musiał przejść drugi raz ceremonię przydziału.
- Co!?
- Tak będzie łatwiej. Severus będzie twoim opiekunem, a ty będziesz miał dormitorium razem z Draco.
- Ooo, nie! Nie zgadzam się.
- Młody Malfoy to mój człowiek. Podobnie jak pan Zabbini, oraz Nott i panna Parkinson. Będą pilnować, żeby nikt nic ci nie zrobił. Dzięki wspólnemu pokoju, będziemy pewni, że żadnemu uczniowi, ani nauczycielowi nie wpadnie do głowy zrobić ci czegoś podczas snu.
- Nie potrzebuję niańki! Świetnie radzę sobie sam. A już zwłaszcza nie potrzebuję Malfoy'a! - Oburzył się Potter.
- Oczywiście, że nie potrzebujesz i dobrze sobie radzisz, ale to są jedynie środki ostrożności. Oni wszyscy znają oklumencję i ty również się jej nauczysz przed wyjazdem do Hogwartu. Nie możemy pozwolić, by ktoś dowiedział się o czymkolwiek, czego się tu dowiedziałeś.
- Ale... Przecież ja nie mogę używać cza...
- Czy ty na prawdę uważasz, że to miejsce nie zostało zabezpieczone przed ministerstwem? - przerwał chłopakowi Voldemort. - Czarnego Dworu nie znajdziesz na żadnej mapie. Nie da się tu również wejść. Da się jedynie deportować i to nie wszyscy mogą to zrobić. Potrafią to jedynie naznaczeni przeze mnie śmierciożercy, oraz osoby, które do tego upoważniłem. Osłony będzie można przełamać dopiero, kiedy wszystkie moje horkruksy zostaną zniszczone. Na szczęście, dziennik, który zniszczyłeś...
- To był horkruks!? - zdziwił się gryfon.
- Tak, ale pozbyłeś się go, pochłaniając umieszczoną w nim cząstkę duszy.
- Co zrobiłem!?
- Jeszcze raz mi przerwiesz, to rzucę na ciebie Cruciatusa! I to nie takiego łagodnego, jak na cmentarzu, więc się opamiętaj! - warknął rozwścieczony - Od tamtego momentu nasza więź się powiększyła i mogłem przesyłać ci sny, lub też kierować twoimi emocjami. Jednak kiedy Glizdogon użył twojej krwi, nasza więź została pogłębiona jeszcze bardziej. Teraz wiem, że możemy ją dopełnić, wykorzystując ceremonię złączenia dusz, umysłów i krwi. Jest to bardzo stary i bardzo trudny rytuał, więc będziemy mieli się do niego przygotowywać około miesiąc. Zaczynając od trzeciego września, kończąc na piątym października, kiedy go odprawimy. Czy masz co do tego pytania?
- Po czym wniosłeś, że się na to zgodzę!? To absurdalne! Nie mam zamiaru łączyć się z tobą niczym więcej. Poza tym jak niby mieliśmy się spotykać? Przecież będę w szkole! - wykrzyczał nastolatek
- Sygnet, Harry. Za pomocą sygnetu. Wystarczy, że co noc znikniesz z dormitorium na dwie godziny, a Draco zadba o twoją przykrywkę. A co do tej zgody, to wpływające z więzi korzyści będą co najmniej satysfakcjonujące. - odrzekł, po czym uśmiechnął się chytrze. - Będziesz miał dostęp do mojej mocy, więc będziesz bardzo silny magicznie, będziesz mógł w każdej chwili przesłać mi wiadomość, lub o coś zapytać. Wystarczy, że pomyślisz, co akurat chcesz mi przekazać. To będzie bardzo przydatne, kiedy znajdziesz się w niebezpieczeństwie. Dodatkowo rozwiąże to wszelkie problemy z nauką. Kiedy nie będziesz znał odpowiedzi na pytanie, zapytasz po prostu mnie. Następną korzyścią jest możliwość przelewania emocji na drugą osobę. Będziesz mógł mnie uspokoić i może nawet dzięki temu ocalić kogoś. Albo, jeśli będziesz chciał, aby któryś z moich zwolenników poniósł karę, będziesz mógł przelać na mnie swój gniew na niego. Wtedy na pewno oberwie Cruciatusem. Sam więc widzisz, że jest to układ z obustronną korzyścią.
- Hmm... A wracając do oklumencji. Kto będzie mnie uczył?
- Myślę, że to idealny moment, abyś zaczął współpracować z młodym Malfoy'em. Pierwsze dwie lekcje, przeprowadzi jednak Remus. Niektóre informacje mógłbyś chcieć ukryć przed Draco.
- A... Ale... Jak to ja mam się uczyć z... Z nim!?
- Musisz się przyzwyczaić do jego towarzystwa.
- Kiedy?
- Zaczynasz dzisiaj. Z Draco spotkasz się już wcześniej. Na razie chciałbym, aby Remus zabrał cię na pierwszą lekcję.
- Co? Ale... Już teraz?
- Nie ma czasu do stracenia. - powiedział, po czym przywołał wilkołaka. Ten pojawił się przed nim.
- Wzywałeś?
- Tak, weź Harry'ego na pierwszą lekcję oklumencji. Idźcie do pokoju, w którym Rookwood zostawił chłopca, kiedy tu przybył.
- Oczywiście. Chodź, Harry. - rzekł ciepło Lupin i wyszedł z sali. Kiedy wrócili do pokoju, znów się odezwał.
- Wiesz, co to oklumencja, prawda, Harry?
- Tak.
- No to, zaczynamy. - tu wyjął z płaszcza różdżkę gryfona i podał mu ją. - Weź ją i spróbuj się obronić. Na trzy wejdę do twojego umysłu, a ty zrób wszystko, żeby nie dopuścić mnie do wspomnień, dobrze?
- Dobrze. - odparł niepewnie. - Spróbuję.
- Legilimens!
Nagle dookoła Harry'ego zaczęły przelatywać obrazy z przeszłości. Widział siebie w schowku pod schodami, gotującego i sprzątającego. Skupił się na wyrzucaniu z umysłu Remusa. Chwilę to trwało, aż w końcu znów znalazł się w Czarnym Dworze.
- Spróbuj wyobrazić sobie mur. Mur odgradzający mnie i twoje wspomnienia. Jeszcze raz. Legilimens!
Znów znalazł się pomiędzy wspomnieniami. Większość z nich przelatywała obok. Po chwili jedno z nich wciągnęło go do środka. Widział teraz scenę kary. Wuj go za coś karał. On sam stał przy ścianie, a jego wuj bił go pasem. Spróbował wyobrazić sobie mur i Remusa po jednej stronie. Skupił się na tym tak bardzo, jak tylko mógł i nagle wspomnienie zniknęło i znów różne inne przelatywały obok niego. Znów skupił się na obrazie muru, ale nie udało mu się wypchnąć Lupina ze swojego umysłu. Ten, przerwał połączenie.
- Bardzo dobrze. Udało ci się wyrzucić mnie ze swojego wspomnienia. Ale mogłem z wielką łatwością wejść do innych. Musimy nad tym jeszcze popracować. Na dzisiaj kończymy, bo widzę, że zmęczyłeś się wypchnięciem mnie z tego wspomnienia. Wracamy do Marvolo.
Kiedy znów weszli do sali, Voldemort powiedział tylko:
- Jutro druga lekcja. Remus przyjdzie do twojego pokoju, gdzie zaprowadzi cię Severus. Ty, Lupin, zostań jeszcze. Mam kilka pytań. - powiedział, po czym wezwał Snape'a. Kiedy usłyszeli charakterystyczny trzask, przed Lordem pojawił się mężczyzna. Pokłonił się.
- Witam, panie. Wzywałeś?
- Wstań, Severusie. Zaprowadź mojego gościa do jego komnaty.
- Potter, za mną.
Harry ruszył za profesorem. Po około dwóch minutach, doszli do jakichś drzwi.
- O 9.00 masz być gotowy na śniadanie.
- Tak, proszę pana.
- Żegnam.
- Przepraszam?
- Tak?
- Nie wie pan może, co Voldemort robi teraz z Remus'em? Martwię się o niego.
- Prawdopodobnie jest teraz wypytywany o Zakon Feniksa. Wczoraj, o 24.00, było spotkanie i teraz na pewno chce wiedzieć co Dumbledore znowu wymyślił.
- Spotkanie czego?
- Zakon Feniksa. To są ci "dobrzy" z Albusem na czele.
- Czyli... Członkowie tego zakonu to jakby... To tak jak tu Śmierciożercy?
- Tak. A teraz daj mi już spokój. Muszę wracać do pracy.
- Dziękuję, profesorze. Do widzenia
- Nie ma potrzeby mówić do mnie "profesorze", poza Hogwartem, Potter.
- Dobrze. - odpowiedział chłopak do oddalającego się mężczyzny. Otworzył drzwi. Pomieszczenie było urządzone (tak jak reszta budynku) w barwach domu węża. Eleganckie meble, zrobione z czarnego drewna, stały pod ścianą po prawej stronie. Obok nich były inne, równie ciemne drzwi. Po lewej stronie znajdowały się szafki z książkami, oraz stolik z trzema krzesłami. Na przed nim stał barek, a obok niego ogromne łóżko. Niedaleko łóżka była duża komoda, a na niej leżało jeszcze kilka książek. Na lewo od wejścia do pokoju stała czarna, skórzana kanapa z dwoma zielonymi poduszkami. Większość wzorów, zdobiących meble oraz ściany, stanowiły srebrne węże. Całość prezentowała się bardzo dobrze. Harry przyglądał się temu przez chwilę i po prostu nie mógł uwierzyć w to, co widział. Myślał, że będzie mieszkał w pokoiku z małym łóżkiem i szafą na rzeczy. Ewentualnie może z fotelem, a tu taka niespodzianka. Podszedł do drugich drzwi i otworzył je. Znalazł się w ogromnej łazience. Wanna w niej była wielkości tej w łazience prefektów. Zdziwiła go tylko jedna rzecz. Na podłodze, obok prysznica leżał zielony, mokry ręcznik. Rozejrzał się, ale nie zauważył innych drzwi na żadnej ze ścian.

"O co tu chodzi? Kto jeszcze korzysta z tej łazienki? Może mam... Współlokatora? Nie... Przecież Voldemort mówił "jego komnaty", więc to jest mój pokój i moja łazienka. W takim razie co tu robi ten ręcznik?"

Wycofał się z powrotem do sypialni. Przeszedł się po pokoju, po czym podszedł do komody i otworzył ją. Jakież było jego zdziwienie, kiedy zobaczył w niej ubrania. Wyciągnął pierwszą z brzegu rzecz. Była to czarna, bogato zdobiona peleryna ze srebrnymi obszyciami. Obejrzał ją, po czym odłożył na łóżko. W następnej kolejności wyjął bluzkę z krótkim rękawem. Również była czarna. Po chwili dołączyła do peleryny, a wyjęta została inna, tym razem ze srebrnym smokiem. W tym momencie drzwi do pokoju zostały otwarte, a w progu pokoju stanęła osoba, której Harry zupełnie się nie spodziewał.
- Co robisz z moimi ubraniami, Potter?...

Ciąg dalszy nastąpi...

Jeszcze raz przepraszamy, że dodajemy rozdział po czasie, ale sprawy, jak już pisałyśmy, się skomplikowały. :( Jak zwykle prosimy o pozostawienie po sobie śladów w postaci komentarzy. :) Mamy nadzieję, że się wam podobało ^^. Do zobaczenia za dwa tygodnie ;)


niedziela, 2 listopada 2014

Drarry - Prolog cz. II

Cześć, cześć. :) Już jesteśmy, a z nami druga połowa prologu. Mamy nadzieję, że się wam spodoba i jeśli ktoś jeszcze nie doczytał, to informujemy, że akcja dzieje się po czwartej części, to znaczy, że po powstaniu Voldemorta. Chciałybyśmy jeszcze podziękować wszystkim komentującym. Dzięki wam mamy możliwość poprawienia błędów i co najważniejsze poznania opinii o tym blogu. 

Drugą część prologu chciałybyśmy zadedykować: Evvalind ;) Dziękujemy za wsparcie. :)

Harry był przerażony. Nagle, postać poruszyła się i zrobiła krok do przodu, wychodząc z cienia. Wstrzymał oddech. Dopiero po chwili uświadomił sobie kim jest owy, ubrany w czarne szaty człowiek. Z drugiego końca domu patrzył na niego Augustus Rookwood. 
- No, no, pan Potter we własnej osobie. Cóż pana skłoniło do zamieszkania w takim jakże "uroczym" miejscu? - zapytał śmierciożerca, po czym uśmiechnął się kpiąco. 
- Rr... Ro... Rookwood? - oczy chłpoca rozszerzyły się ze strachu i niedowierzania. 
- Bardzo elokwentnie, jak widzę. - uśmiech się poszerzył. - Hej, już sobie idziesz? - dodał, widząc, że Harry robi krok do tyłu. 
- Jj... Ja...
- Widzę, że nie porozmawiamy za dużo. Więc może od razu przejdziemy do teleportacji? 
- Yyy... Co?
- Och, nie udawaj głupszego niż jesteś. A teraz grzecznie podejdziesz do mnie, chwycisz mnie za rękę i pozwolisz się bez użycia siły przenieść do 
Czarnego Dworu. 
- Co?!
- Nie mam czasu, Potter. Raz... Dwa... I trzy. Nie to nie. A chciałem po dobroci. Crucio! - krzyknął, a chłopak upadł na kolana, ale nie krzyczał. Po chwili mężczyzna przerwał zaklęcie i znów zwrócił się do piętnastolatka. 
- Widzę, że masz dużą wytrzymałość na ból. Bardzo dobrze. A teraz nie próbuj mi dłużej udowadniać, że jesteś odważnym gryfonem, tylko podejdź tu z własnej woli, bo jeśli będę musiał teleportować cię na siłę, to przysporzę ci wiele niepotrzebnego bólu. No już, choć że tu. 
Po chwili namysłu, Harry, ruszył niepewnie w jego stronę. Kiedy stał już przed nim, wyciągnął dłoń. 
- Wiedziałem, że nie zdurniałeś jeszcze do reszty. - Powiedział, po czym pozwolił chłopcu chwycić się za rękę i przeniósł ich do jednej z sypialni Czarnego Dworu. 
- Czekaj tu. Za kilka minut  ktoś powinien przyjść do ciebie. I nie bój się tak. - dodał, widząc przerażoną twarz. - Lord nie zamierza cię zabijać, a o stopniu, w jakim zostaniesz poraniony, zdecydujesz ty sam. Więc sam widzisz, że nie ma się czym martwić. 
- Czekaj, co? O czym ty...
- Nie mam teraz czasu, muszę iść zdać raport. Daj mi różdżkę.- przerwał mu, po czym zabrał przedmiot z jego ręki i wyszedł zostawiając go z bijatyką myśli.

"O co tu chodzi? Jak to nie chce mnie zabić? I jakim cudem sam mam zadecydować jak bardzo zostanę poraniony? Nic już nie rozumiem. Właściwie, to skąd on wiedział, gdzie jestem? Bo przecież nie znalazł się w tym domu przez przypadek, a zabrał mnie tu, bo akurat miał okazję. I jeszcze ten raport... tak, na pewno to zaplanował. Tylko kto ma tu przyjść? Mam nadzieję, że wszystko się zaraz wyjaśni."

W tym momencie drzwi zaskrzypiały, otworzyły się, a w nich stanął ktoś, kogo Harry zupełnie się nie spodziewał. 
- Co ty tu robisz?!
- Harry. Jak miło cię widzieć całego i zdrowego. - powiedział przybysz i podszedł do oniemiałego chłopaka, chcąc go objąć, jednak ten odsunął się szybko i wrzasnął:
- Ty... Ty zdrajco! Jak mogłeś! A ja ci ufałem. Wszyscy ci ufali, a ty?! A ty nas po prostu zdradziłeś! Nawet nie waż się mnie dotykać! - krzyczał wściekły. 
- Uspokój się i daj mi wytłumaczyć to, co widzisz. 
- Wytłumaczyć? Wytłumaczyć?! A co tu jest do tłumaczenia? 
- Oj dużo... Dużo. Na początek może trochę o tej tak zwanej "dobrej stronie", a przede wszystkim o Albusie. Tak naprawdę nie jest on tym, za kogo go masz. 
- Że jak? O czym...
- Nie przerywaj mi. Dumbledore od zawsze pragnął władzy. Niestety było parę osób, które mu w tym przeszkadzały. Między innymi ty i Marvolo. 
- Ja? - zapytał, jednak mężczyzna nie zwracając na niego uwagi, kontynuował.
- On też zabijał i to wcale nie mniej niż Voldemort. Jednak wmawiał wszystkim, że robi to w słusznej sprawie, więc ludzie uznawali go za niemalże bohatera. Potrafił zmanipulować każdym, kim tylko chciał. Jednak byli nieliczni, którzy tak, jak ja nie dali sobie zamydlić oczu. Dowiesz się w swoim czasie, o kim mówię. Co do Toma, wiesz, dlaczego mu przeszkadzał. Jednak ulegasz pewnemu złudzeniu. Otóż wydaje ci się, że ten człowiek może zastąpić ci kogoś z rodziny. Jednak to nie jest do końca tak. Albus od kilku miesięcy planuje pewną akcję. Zamierzał zabrać cię na nią i tym samym doprowadzić do twojej śmierci. Po co? A jak myślisz, co się stanie po śmierci jedynej nadziei czarodziejskiego świata? Cały ten świat będzie bardzo łatwy do pokierowania. Jeszcze jedna rzecz będzie mu na rękę po twojej śmierci. 
- Jaka? 
- Hymm... Nie wiem jak ci to wytłumaczyć. Na początek może tak. Horkruks, Harry, to ukryta w czymś, część duszy. Dzięki niemu nie możesz umrzeć, bo ukryta w nim cząstka duszy żyje nadal. No i w tym sęk. Harry, tej nocy, gdy miałeś zginąć, stałeś się horkruksem. Kiedy byś zginął, razem z tobą zginął by fragment duszy Voldemorta. 
- Coo...? - gryfon nie zdążył dokończyć, gdyż drzwi znowu zaskrzypiały. 
- Pan was wzywa. - powiedział Antonin Dołohow. 
- Boję się, Remusie. 

Ciąg dalszy nastąpi...

Mamy nadzieję, że druga część prologu się wam podobała i bardzo prosimy o zostawienie komentarza. Może być to nawet uśmiechnięta (albo smutna jeśli się wam nie podobało) buźka, ale prosimy, komentujcie. Chciałybyśmy wiedzieć, czy ktoś to jeszcze czyta. ;) A na razie się z wami żegnamy. Rozdział 1. Pojawi się za kolejne dwa tygodnie. ^^ Pa pa :)

niedziela, 19 października 2014

Drarry - Prolog cz. I

Cześć. :) Jak widzicie pierwsza notka właśnie się pojawiła. Musimy powiedzieć, że początki są bardzo trudne, więc przymknijcie na razie oko, jeśli zauważcie jakieś błędy, ponieważ nie mamy na razie bety. Oczywiście starałyśmy się poprawić te, które wypatrzyłyśmy, ale mogłyśmy nie znaleźć wszystkich. Chciałybyśmy jeszcze zaznaczyć, że akcja dzieje się po czwartym roku, choć motyw został zaczerpnięty z trzeciego tomu przygód młodego czarodzieja. A teraz życzymy miłego czytania i baaardzo prosimy o komentarze, żebyśmy mogły poprawić niedociągnięcia. ^^ 

   Był słoneczny, letni poranek na ul. Pirvet Drive. Pod czwartym numerem tej właśnie ulicy, w kuchni wybuchła kolejna kłótnia.
- Jak śmiałeś podać nasz numer typom takim jak... Jak ty!- wrzasnął gruby, pozbawiony szyi mężczyzna.
- Wujku, ale ja nie mam z nimi żadnego kontaktu. Hedwiga siedzi zamknięta, więc nie mogę nawet wysłać im listu. - powiedział czarnowłosy chłopiec w okularach.
- Nic mnie to nie obchodzi! Nie zamierzam tolerować twoich dziwactw! A teraz marsz do pokoju!
- Ooo, nie! Nie tym razem! Mam prawo rozmawiać z przyjaciółmi.
- Takie dziwadła, jak ty nie mają ŻADNYCH praw! Hej gdzie ty idziesz?!
- Mam was dość! Nie wiem, gdzie idę, ale wszędzie będzie lepiej niż tutaj!
- Ach tak?! Nie zapominaj do kogo mówisz gówniarzu!- wykrzyczał wuj Vernon i złapał Harry'ego za ramię.
- Puszczaj mnie!- chłopiec wyszarpnął rękę i pobiegł do pokoju. Chwycił za różdżkę i pelerynę niewidkę, schowane pod deską w podłodze i zbiegł z powrotem na dół, Wyminął zdenerwowanego mężczyznę i wymaszerował za drzwi. Nie miał pojęcia, co dalej, Po prostu szedł przed siebie pewnym krokiem. Po dobrych dwudziestu minutach, kiedy zaczęły boleć go nogi, usiadł na ławce pod starym, nieczynnym już sklepem.

  "Merlinie, co ja zrobiłem. Co teraz? Nie mam przecież gdzie się zatrzymać. Ach, Merlinie, ratuj!" - myślał gorączkowo Harry.- "Po prostu wspaniale. Hmm... Na początek mógłbym przespać się... No właśnie, gdzie?"

Po paru minutach rozmyślań postanowił udać się gdzieś poza  miasto, z nadzieją, że znajdzie jakieś nadające się do przenocowania miejsce. 
   Kiedy doszedł do końca terenu zbudowanego i zobaczył las, ucieszył się. Co prawda las ten był jeszcze w tym samym mieście, ale pomyślał, że wygodniej się śpi na mchu, niż na trawie, czy ziemi. Tak więc wszedł na leśną ścieżkę i zaczął ją przemierzać, rozglądając się za czymś do jedzenia i za miejscem nadającym się w miarę do snu. Po jakimś czasie zauważył drugą, o wiele mniejszą, odchodzącą od niej dróżkę. Ciągnęła się ona daleko w głąb lasu i skręcała za drzewami. 

"Może tam znajdę coś lepszego?"

Zaczął więc nią iść. Parę minut później, Harry stał przed malutkim, drewnianym domkiem i przyglądał się mu rozważając czy lepiej wejść, czy iść dalej. Dookoła chatki rosła wysoka trawa, a ona sama wyglądała, jakby od wieków nie widziała człowieka. W końcu zdecydował i zrobił krok naprzód. Po przedarciu się przez  obrastające dom haszcze, w końcu znalazł się w środku. Wnętrze niestety nie wyglądało lepiej niż podwórko. Gdzieniegdzie przez deski w podłodze przedostawały się pojedyncze lub podwójne źdźbła trawy, wszystkie meble (na które składała się mała kanapa, fotel, stół i dwie szafki z książkami i figurkami zwierząt) pokrywała gruba warstwa kurzu, a z sufitu zwisały kompletnie wysuszone pęczki czosnku. 

"Ech, no to trzeba by się wziąść za sprzątanie, jeśli mam tu zostać" 

Jak pomyślał, tak zrobił. Zaczął od wyrwania trawy z podłogi. Potem zdjął z sufitu czosnek i odłożył na stolik. Po chwili namysłu wypchnął na zewnątrz kanapę i fotel, ułamał grubszą gałąź z drzewa, po czym zaczął uderzać nią w meble. Zanim wepchnął je z powrotem do środka, użył jeszcze części gałęzi z liśćmi, by zamieść podłogi i stół. Końcowy efekt bardzo mu się podobał. Nie było tam oczywiście idealnie, ale w porównaniu do początkowego stanu, pokój przeszedł ogromną metamorfozę. Spojrzał za okno. Ledwo widoczne nad drzewami słońce zaczynało już zachodzić, a Harry'emu zaczął doskwierać głód. Wyszedł więc, żeby poszukać jakichś owoców. Starał się zbyt nie oddalać się od domu. Nie chciał go zgubić. Kiedy znalazł trzy krzaki malin było już ledwie jasno. Zerwał wszystko, co nadawało się do jedzenia i wrócił do chaty. Jednakże kiedy do niej wszedł, stanął w drzwiach i znieruchomiał ze strachu. Z drugiej strony pomieszczenia, przy przejściu do drugiego pokoju, w którym jeszcze nie był, ujrzał zarys jakiejś postaci...

Ciąg dalszy nastąpi...

Mamy nadzieję, że prolog się wam podobał. :) Jeszcze raz bardzo prosimy o pisanie uwag w komentarzach i zapraszamy do przeczytania pierwszego rozdziału, który pojawi się za dwa tygodnie w godzinach popołudniowych bądź wieczornych. Pa pa ;)
Velia i Minia :*