No hej!
Jak widzicie wrzuciłam rozdział 9! (Oczywiście jak zwykle z opóźnieniem, ale nauka niestety jest dla mnie ważniejsza) Są komentarze = jest nowy rozdział. Postarajcie się więc i tym razem, bo to na prawdę motywuje i po prostu chcę wiedzieć, że ktoś tu bywa. No bo skąd miałabym to wiedzieć? Jak nie ma waszego komentarza, to nie wiem, że któreś z was to przeczytało. Tak więc spinać pośladki i pisać komentarze! Ja czekam... ;)
Ach, no i jeszcze jedna BARDZO ważna wiadomość:
Moje okropne błędy ortograficzne poprawił nikt inny, jak mój prywatny słowniczek ortograficzny, czyli wasza (i moja) Minia! Nie wróciła może do pisania, ale na ortografii zna się jak nikt.
Tym razem dedykacja trafia do kogoś, kto skomentował moje opowiadanie po raz pierwszy, ale komentarz tej osoby wywołała na mojej twarzy ogrooooomniasty uśmiech.
Klaudiu, dziękuję za tak miłe słowa. :D
Zapraszam do czytania! ^^
- Za TRZY dni?!
"Nie... Przecież ja nie zdążę się... Umm... Przygotować! Nie, nie zgadzam się! To jest nierealne! Musiałbym całe te dni poświęcić na pracę! Ha! Jeszcze by nie wystarczyło! Przecież mieliśmy to zrobić dopiero... Ech, mam dość!"
Harry miał ochotę wykrzyczeć mu to w twarz, a potem wyjść z pokoju. Był wściekły, że mężczyzna powiedział mu o tym dopiero teraz. Bał się. Nie chciał nic przyspieszać. Najlepiej, gdyby odsunąć datę jeszcze bardziej, niż pierwotnie było zakładane.
- Dobrze, zgadzam się. - powiedział jednak. Bo ponad wszystko to, bał się tego, że w złości Riddle zmusi go siłą i to nie za trzy dni, tylko nawet teraz. Nadal mu nie ufał i nie chciał się niepotrzebnie narażać. W końcu jego rodzice zginęli z ręki właśnie tego człowieka. Nie miał jeszcze ochoty pójść w ich ślady.
- A więc, mój Harry - zaczął mężczyzna głosem, w którym wyraźnie dało się wyczuć satysfakcję - musimy zacząć przygotowania. Nie mamy niestety czasu na podstawy. Będę wymagał od ciebie pełnego skupienia i zaangażowania.
- Um...
- No i jeszcze jedna ważna rzecz. W każdej sytuacji, cokolwiek powiem, żebyś zrobił, nawet jeśli wyda ci się to niewłaściwe, zbędne lub głupie, masz wykonać polecenie. KAŻDE, bez wyjątku! Rozumiesz to?
Harry chwilę wpatrywał się w Voldemorta, po czym skinął głową na znak, że rozumie. Ślizgon natychmiast zrobił krok w tył.
- Możesz na razie wrócić do siebie, jednak chcę widzieć cię u mnie tuż po śniadaniu.
Harry wstał powoli z fotela, odpowiadając, że rozumie i zrobił kilka kroków w stronę drzwi. Nagle przypomniał sobie o Draco. Snape nie powiedział mu nic konkretnego, a Voldemort na pewno wiedział najlepiej ze wszystkich, co mu się stało. W sumie, to nic nie straci, pytając. Najwyżej Tom mu nie odpowie. Już miał zadać pytanie, kiedy do głowy wpadła mu jeszcze jedna myśl - co będzie, jeśli Riddle pomyśli, że martwi się o Malfoya?
"Będzie miał rację"
Odpowiedział mu głos Syriusza.
"Czy nie tak? Nie chcesz, żeby coś mu się stało. Masz nadzieję, że nic poważnego mu się nie stało i szybko wróci ze szpitala."
Harry stał sztywno, słuchając tego, czemu tak bardzo próbował zaprzeczyć.
"Wróci do CIEBIE."
I choć chłopak próbował temu zaprzeczyć, w głowie miał pustkę.
Wiedział, że ojciec chrzestny miał rację, ale nie umiał się do tego wprost przyznać. Szybko otrząsnął się i odwrócił spowrotem do czarnoksiężnika. Ten patrzył na niego z uniesioną pytająco brwią. Zebrał więc całą odwagę, na jaką było go stać i odezwał się.
- Co się stało Dra... Malfoy'owi? Słyszałem, że trafił do szpitalnej części posiadłości.
Voldemort nie wydawał się być zdziwiony tym pytaniem. Bez większego namysłu odpowiedział mu krótko:
- Draco został zaatakowany jakiś czas temu. Dowiedzieliśmy się o tym dopiero teraz, przez co jego stan jest teraz nieco poważniejszy, niż byłby, gdybyśmy zrobili coś wcześniej. Coś jeszcze?
Harry nie mógł się powstrzymać.
- A kiedy wyjdzie i wróci do mnie?
Natychmiast po tym, jak zadał pytanie, zaczerwienił się aż po końcówki włosów i odwrócił głowę, aby mężczyzna tego nie zauważył, ale zrobił to zbyt późno. Marvolo jednak nie skomentował tego, jak przypuszczał nastolatek, tylko puścił to w niepamięć (a przynajmniej na to wyglądało).
- Za cztery, może pięć dni. A teraz idź położyć się już, bo musisz być jutro wyspany. - To usłyszawszy, Potter udał się do pokoju. Wymamrotał jeszcze dwa słowa na pożegnanie i pobiegł na korytarz. Musiał porządnie przemyśleć to, czego się dzisiaj dowiedział. Jakiś mroczny gościu chce dobrać mu się do umysłu, Riddle chce za trzy dni wykonać z nim piekielnie trudny rytułał, a Draco ktoś zaatakował, czego skutek jest dość poważny. Syriusz też zachowuje się dość dziwnie, nawet jak na niego. Coś tu widocznie jest na rzeczy, a on MUSI dowiedzieć się co. W końcu jest Harry'm Potter'em, prawda?
***
Stał w jakimś ciemnym, chłodnym pomieszczeniu. Nie miał pojęcia skąd, ale wiedział, że jest to miejsce w posiadłości Voldemorta. Spojrzał na ścianę na przeciw niego, jednak od razu tego pożałował. Zobaczył tam młodego chłopaka, przykutego łańcuchami do kamiennej ściany. Widok ten nie byłby jednak tak straszny, gdyby nie to, że był on zupełnie nagi. Z kilku miejsc na jego ciele spływała krew. Tuż pod nim, na posadzce leżał całkowicie zachlapany czerwoną substancją sztylet.
Nagle za Harry'm coś skrzypnęło, a do pomieszczenia weszła zakapturzona postać. Nie widział jej twarzy, ale i tak mógłby przysiąc, że był to czarnowłosy, lekko siwiejący mężczyzna z długą, już kompletnie zasklepioną blizną, ciągnącą się od lewego ucha, przez wargi i szyję, aż do prawego ramienia. Taki obraz podsuwał mu umysł, jednak Harry nie miał nawet jednej myśli, która mówiłaby mu, że się myli. Po prostu to wiedział.
Postać zbliżyła się do wiszącego chłopca i uśmiechnęła się do niego. Nie był to jednak miły, przyjacielski, pocieszający czy współczujący uśmiech. Było to napawające grozą i przerażeniem wykrzywienie warg. Coś jednak mówiło Potter'owi, że akurat jemu nic nie grozi, że to nie jego chce skrzywdzić mężczyzna, tylko tego, jasnowłosego chłopca, który teraz z zamkniętymi oczami drżał ze strachu, zaciskając dłonie w piąstki. Wybraniec patrzył, jak postać wyjmuje nóż i przysuwa go do policzka więźnia. Widział dokładnie, jak ostrze rozcina skórę na bladej twarzy, a rubinowe krople powoli, niespiesznie spływają najpierw po stali, potem po trzonku narzędzia, aż w końcu docierają do palców mężczyzny, gdzie zatrzymują się przez chwilę, by następnie przemknąć po nich aż do nadgarstka. Wtem czarodziej odwrócił twarz ku niemu i zcisnął nóż mocniej. Harry poczuł, jak sam zaciska dłoń i czuje w niej coś ciepłego. Spojrzał na nią ze zdziwieniem. Wciągnął ze świstem powietrze... Na ręce był czerwony, jescze ciepły płyn. Znów skierował wzrok przed siebie, ale z przerażeniem stwierdził, że postać zniknęła i to ON stoi teraz tuż przed wiszącym chłopakiem, trzymając w zakrwawionej ręce nóż, którym jeszcze przed paroma sekundami nieznajomy ranił blondyna. Obrzucił spojrzeniem twarz więźnia. Patrzył przez chwilę w (jak się okazało) piwne oczy młodzieńca, kiedy nagle poczuł wypełniającą go wściekłość. Nie wiedział, skąd się wzięła, jednak całkowicie przejęła nad nim kontrolę. Zapragnął pozostawić po sobie ślad na tym rozdygotanym, nagim ciele, tak idealnie dla niego przygotowanym. Przyłożył ostrze do jego piersi i zatopił je w miejscu tuż pod mostkiem, czego skutkiem był krótki jęk chłopaka. Usłyszawszy go, Harry szybkim ruchem przeciągnął narzędzie w dół, aż do pępka, tworząc płytką ranę, za co został nagrodzony ochrypłym wrzaskiem. Pomieszczenie przeszył krótki, opętańczy śmiech gryfona. Patrząc na przymknięte z bólu powieki, zaczął robić krótkie, płytkie cięcia. Obserwował wręcz z szaleństwem wypisanym na twarzy, jak z ran powoli sączy się rubinowa ciecz. Jak spływa, tworząc zawiłe linie i rozmaite wzory, jak maluje swoimi ścieżkami piękny, makabryczny obraz. Przyglądał się temu, cudownemu zjawisku, wycinając coraz to nowsze linie. Zafascynowany niesamowitym uczuciem, jakie nim zawładnęło, zatracał się coraz bardziej i bardziej, zdobiąc każdy fragmentów ciała, który napotkał na swojej drodze. Nie słyszał ani wrzasków, ani błagań więźnia. Teraz znajdował się w innym świecie. Był kompletnie i bez reszty oddany tej jakże pięknej sztuce. Po pewnym czasie stwierdził z niezadowoleniem, iż zabrakło mu miejsca na całej dostępnej powierzchni klatki piersiowej i brzucha. Przeniósł się więc niżej, upiększając swą techniką uda chłopaka, który łkał teraz i krzyczał pozdzieranym głosem, błagając coraz bardziej rozpaczliwie i z coraz większą determinacją by przerwać swoje cierpienie. Harry jednak zupełnie nie zwracał na to uwagi. Wodził ostrzem po ciele blondyna, nacinając je lekko, by po chwili pogłębić rany w kilku miejscach. Nie minęło wiele czasu, a zmusił się do oderwania od tej zajmującej czynności i spojrzał na gotowe dzieło. Nie zobaczył jednak zawiłych wzorów z powstałych nacięć i krętych ścieżek spływającej strumieniami krwi. Na klatce piersiowej i udach widniał ogromny obraz, przedstawiający przebite sztyletem skrzydła. Po tysiącach bordowych piór spływała jaśniejszy, intensywnie czerwony płyn. Przerażony cofnął się o kilka kroków. Przykuty chłopak już nie krzyczał w agonii. Teraz na jego twarzy widoczny był szaleńczy uśmiech, który przyprawiał Pottera o nieprzyjemne dreszcze. Spojrzał na ściskającą nóż dłoń. Po palcach spływała wolno krew.
***
Harry obudził się z przyspieszonym oddechem.
"Co się stało? To był sen? Tak... Na pewno. W końcu nie zrobiłbym czegoś takiego w prawdziwym życiu, prawda? Nie mógłbym... Nie, na pewno nie..."
Spojrzał na prawą rękę, a źrenice rozszerzyły mu się na ten widok. Ręka była...
CDN...
Tak, wiem że zabijecie mnie za skończenie w TAKIM momencie, ale muszę, żebyście bardziej chcieli nowy rozdział! ;) No i znacie mnie, lubię zostawiać w czytelnikach tą niepewność. Ale czy nie za to mnie kochacie? Mam nadzieję, że moja amatorska scena tortur nie była aż taka słaba, ale tak czy siak proszę o wyrozumiałość. Dopiero się uczę, a ten sen był niezwykle ważny. Mam nadzieję, że zaskoczę was tym, co wykombinowałam, ale tego dowiecie się dopiero za jakiś czas. A gorący romans Pottiego i Draco dopiero przed nami. ;)
Pozdrawiam
~Dobrze już wam znana Velia
!!! ZOSTAW KOMENTARZ, PRZYSŁUŻ SIĘ LUDZKOŚCI !!!