poniedziałek, 17 listopada 2014

Rozdział 1

Hej, część i czołem! :D Jesteśmy z nowym rozdziałem tym razem w całości napisanym przez Vel. Dlaczego? Ponieważ miałyśmy dość duże komplikacje związane z połączeniem sieciowym. Przepraszamy wszystkich bardzo za kłopoty i za ten dzień poślizgu. :( Obiecujemy dodać następny rozdział w niedzielę za dwa tygodnie. A teraz nie przedłużamy i zapraszamy do czytania. =D

Chciałybyśmy zadedykować pierwszy rozdział Possible Way - wspaniałej komentującej, która w swoich komentarzach pokazuje nam, jakie błędy robimy i dzięki niej ten blog jest coraz lepszy. Bardzo doceniamy takie osoby i mamy nadzieję, że zostaną z nami do końca. :* Dziękujemy!

Harry szedł ciemnymi korytarzami za śmierciożercą. Wciąż był zły na wilkołaka, ale bardziej martwił się spotkaniem, na które właśnie podążał. Nie wiedział, co Voldemort zamierza z nim zrobić. Po kilku minutach dotarli pod wielkie, mahoniowe drzwi, które zostały otwarte przez znajdującego się za nimi Glizdogona.
- Pan na was czeka. - powiedział, po czym gestem zaprosił ich do środka. Kiedy już weszli, zostawił ich samych. Znajdowali się w dużym, przestronnym pomieszczeniu, urządzonym w barwach ślizgonów. W centralnej części stał potężny tron, a po jego prawej stronie legowisko dla Nagini. Usłyszeli trzask teleportacji. Przed nimi pojawił się trupio blady mężczyzna ubrany w czarne szaty.
- Dołohow, możesz odejść. - powiedział, a jego poplecznik ukłonił się i odparł tylko:
- Tak, mój panie. - i również się deportował.
- No, no, Harry Potter. Witam. Pewnie jesteś ciekaw, dlaczego tak bardzo chciałem, abyś pojawił się tu jeszcze w te wakacje? A więc pozwól, że ci wytłumaczę.
- Właściwie to...
- Nie mogłem dopuścić, aby ten stary głupiec doprowadził do twojej śmierci. Mój drogi Remus pewnie powiedział ci, co i jak, więc nie muszę się trudzić opowiadając o horkruksach.
- W sumie, nie do końca rozumiem ideę tego... Tego czegoś. I jak to się stało, że ja nim jestem.
- Aby go stworzyć, trzeba zapłacić pewną cenę. Należy dokonać morderstwa, Harry. No więc właśnie. Zabiłem twojego ojca, kiedy chciałem zabić i ciebie, twoja matka dokonała zamiany. Zamiany twojego życia na jej. Przez to nie mogłem cię zabić.
- Chwila... przecież Dumbledore mówił, że to miłość. Że moja mama stworzyła mi tarczę z miłości, od której odbił się twój czar.
- To stary kłamca. Zniknąłem, bo właśnie na tym polegała ta zamiana. Osoba, która rzuca klątwę, tak samo jak ta, która oddaje swoje życie, ginie. Podczas tego na ciele przeżyłego zostaje wyryty znak. Twoim jest blizna. Jednakże byłaby ona zupełnie zwyczajna, gdyby moja już wcześniej rozdarta dusza nie wniknęła w ciebie i nie ulokowała się właśnie w niej. Ale to i tak jeszcze nie wszystko. Ta część duszy jest większa i silniejsza niż w innych horkruksach. W końcu tą część nosiłem w sobie. Kiedy się odrodziłem, bolał cię mój dotyk, ponieważ moja dusza w tobie rozrywała się i jej połowa przechodziła z powrotem we mnie. A teraz posłuchaj mnie bardzo uważnie. Dopóki jesteś ze mną, z którymś ze śmierciożerców, lub znajdujesz się w Czarnym Dworze, jesteś bezpieczny. Dlatego właśnie pojedziesz do Hogwartu z eskortą. W tym roku jako pomocnik do OPCM'u, do zamku pojedzie Lupin. On i Severus będą mieli na ciebie oko. Na ciebie, oraz na Albusa. Dodatkowo dostaniesz ode mnie sygnet. Będziesz go mógł zdjąć tylko ty. Co więcej, w dzień jest niewidoczny. Widać go dopiero po zachodzie słońca i pozostaje taki aż do wschodu. Nie zdejmuj go nigdy, bo nie wiadomo kiedy będziesz go potrzebować. Jest on świstoklikiem, uaktywniającym się na hasło "Nigrum*". Nie sądzę, abyś powiedział je przez przypadek w szkole, na lekcji lub podczas rozmowy z kimś, więc jest raczej bezpieczne. Czy masz może jakieś pytania?
- Czy ktoś, prócz mnie, może go aktywować? - spytał niepewnie gryfon.
- Jedynie Remus i Severus. Również oni jako jedyni o nim wiedzą.
- Dobrze. - odpowiedział już spokojniej. - Ale skąd mogę wiedzieć, czy to nie jest jakaś sztuczka? Skąd mogę mieć pewność, że mnie nie okłamaliście? Że wasza historia nie jest wyssana z palca?
- Nie zniszczył bym własnego horkruksa. A dlaczego, jeśli byś nim nie był, jeszcze byś żył? Nikt, za wyjątkiem moich ludzi nie przebywał tak długo w moim towarzystwie, bez oberwania Cruciatusem. No, lub jakimś bardziej... Wyrafinowanym zaklęciem.
- No dobrze. Powiedzmy, że ci wierzę.
- A teraz, Harry, mam dla ciebie jeszcze jedną informację. Będziesz musiał przejść drugi raz ceremonię przydziału.
- Co!?
- Tak będzie łatwiej. Severus będzie twoim opiekunem, a ty będziesz miał dormitorium razem z Draco.
- Ooo, nie! Nie zgadzam się.
- Młody Malfoy to mój człowiek. Podobnie jak pan Zabbini, oraz Nott i panna Parkinson. Będą pilnować, żeby nikt nic ci nie zrobił. Dzięki wspólnemu pokoju, będziemy pewni, że żadnemu uczniowi, ani nauczycielowi nie wpadnie do głowy zrobić ci czegoś podczas snu.
- Nie potrzebuję niańki! Świetnie radzę sobie sam. A już zwłaszcza nie potrzebuję Malfoy'a! - Oburzył się Potter.
- Oczywiście, że nie potrzebujesz i dobrze sobie radzisz, ale to są jedynie środki ostrożności. Oni wszyscy znają oklumencję i ty również się jej nauczysz przed wyjazdem do Hogwartu. Nie możemy pozwolić, by ktoś dowiedział się o czymkolwiek, czego się tu dowiedziałeś.
- Ale... Przecież ja nie mogę używać cza...
- Czy ty na prawdę uważasz, że to miejsce nie zostało zabezpieczone przed ministerstwem? - przerwał chłopakowi Voldemort. - Czarnego Dworu nie znajdziesz na żadnej mapie. Nie da się tu również wejść. Da się jedynie deportować i to nie wszyscy mogą to zrobić. Potrafią to jedynie naznaczeni przeze mnie śmierciożercy, oraz osoby, które do tego upoważniłem. Osłony będzie można przełamać dopiero, kiedy wszystkie moje horkruksy zostaną zniszczone. Na szczęście, dziennik, który zniszczyłeś...
- To był horkruks!? - zdziwił się gryfon.
- Tak, ale pozbyłeś się go, pochłaniając umieszczoną w nim cząstkę duszy.
- Co zrobiłem!?
- Jeszcze raz mi przerwiesz, to rzucę na ciebie Cruciatusa! I to nie takiego łagodnego, jak na cmentarzu, więc się opamiętaj! - warknął rozwścieczony - Od tamtego momentu nasza więź się powiększyła i mogłem przesyłać ci sny, lub też kierować twoimi emocjami. Jednak kiedy Glizdogon użył twojej krwi, nasza więź została pogłębiona jeszcze bardziej. Teraz wiem, że możemy ją dopełnić, wykorzystując ceremonię złączenia dusz, umysłów i krwi. Jest to bardzo stary i bardzo trudny rytuał, więc będziemy mieli się do niego przygotowywać około miesiąc. Zaczynając od trzeciego września, kończąc na piątym października, kiedy go odprawimy. Czy masz co do tego pytania?
- Po czym wniosłeś, że się na to zgodzę!? To absurdalne! Nie mam zamiaru łączyć się z tobą niczym więcej. Poza tym jak niby mieliśmy się spotykać? Przecież będę w szkole! - wykrzyczał nastolatek
- Sygnet, Harry. Za pomocą sygnetu. Wystarczy, że co noc znikniesz z dormitorium na dwie godziny, a Draco zadba o twoją przykrywkę. A co do tej zgody, to wpływające z więzi korzyści będą co najmniej satysfakcjonujące. - odrzekł, po czym uśmiechnął się chytrze. - Będziesz miał dostęp do mojej mocy, więc będziesz bardzo silny magicznie, będziesz mógł w każdej chwili przesłać mi wiadomość, lub o coś zapytać. Wystarczy, że pomyślisz, co akurat chcesz mi przekazać. To będzie bardzo przydatne, kiedy znajdziesz się w niebezpieczeństwie. Dodatkowo rozwiąże to wszelkie problemy z nauką. Kiedy nie będziesz znał odpowiedzi na pytanie, zapytasz po prostu mnie. Następną korzyścią jest możliwość przelewania emocji na drugą osobę. Będziesz mógł mnie uspokoić i może nawet dzięki temu ocalić kogoś. Albo, jeśli będziesz chciał, aby któryś z moich zwolenników poniósł karę, będziesz mógł przelać na mnie swój gniew na niego. Wtedy na pewno oberwie Cruciatusem. Sam więc widzisz, że jest to układ z obustronną korzyścią.
- Hmm... A wracając do oklumencji. Kto będzie mnie uczył?
- Myślę, że to idealny moment, abyś zaczął współpracować z młodym Malfoy'em. Pierwsze dwie lekcje, przeprowadzi jednak Remus. Niektóre informacje mógłbyś chcieć ukryć przed Draco.
- A... Ale... Jak to ja mam się uczyć z... Z nim!?
- Musisz się przyzwyczaić do jego towarzystwa.
- Kiedy?
- Zaczynasz dzisiaj. Z Draco spotkasz się już wcześniej. Na razie chciałbym, aby Remus zabrał cię na pierwszą lekcję.
- Co? Ale... Już teraz?
- Nie ma czasu do stracenia. - powiedział, po czym przywołał wilkołaka. Ten pojawił się przed nim.
- Wzywałeś?
- Tak, weź Harry'ego na pierwszą lekcję oklumencji. Idźcie do pokoju, w którym Rookwood zostawił chłopca, kiedy tu przybył.
- Oczywiście. Chodź, Harry. - rzekł ciepło Lupin i wyszedł z sali. Kiedy wrócili do pokoju, znów się odezwał.
- Wiesz, co to oklumencja, prawda, Harry?
- Tak.
- No to, zaczynamy. - tu wyjął z płaszcza różdżkę gryfona i podał mu ją. - Weź ją i spróbuj się obronić. Na trzy wejdę do twojego umysłu, a ty zrób wszystko, żeby nie dopuścić mnie do wspomnień, dobrze?
- Dobrze. - odparł niepewnie. - Spróbuję.
- Legilimens!
Nagle dookoła Harry'ego zaczęły przelatywać obrazy z przeszłości. Widział siebie w schowku pod schodami, gotującego i sprzątającego. Skupił się na wyrzucaniu z umysłu Remusa. Chwilę to trwało, aż w końcu znów znalazł się w Czarnym Dworze.
- Spróbuj wyobrazić sobie mur. Mur odgradzający mnie i twoje wspomnienia. Jeszcze raz. Legilimens!
Znów znalazł się pomiędzy wspomnieniami. Większość z nich przelatywała obok. Po chwili jedno z nich wciągnęło go do środka. Widział teraz scenę kary. Wuj go za coś karał. On sam stał przy ścianie, a jego wuj bił go pasem. Spróbował wyobrazić sobie mur i Remusa po jednej stronie. Skupił się na tym tak bardzo, jak tylko mógł i nagle wspomnienie zniknęło i znów różne inne przelatywały obok niego. Znów skupił się na obrazie muru, ale nie udało mu się wypchnąć Lupina ze swojego umysłu. Ten, przerwał połączenie.
- Bardzo dobrze. Udało ci się wyrzucić mnie ze swojego wspomnienia. Ale mogłem z wielką łatwością wejść do innych. Musimy nad tym jeszcze popracować. Na dzisiaj kończymy, bo widzę, że zmęczyłeś się wypchnięciem mnie z tego wspomnienia. Wracamy do Marvolo.
Kiedy znów weszli do sali, Voldemort powiedział tylko:
- Jutro druga lekcja. Remus przyjdzie do twojego pokoju, gdzie zaprowadzi cię Severus. Ty, Lupin, zostań jeszcze. Mam kilka pytań. - powiedział, po czym wezwał Snape'a. Kiedy usłyszeli charakterystyczny trzask, przed Lordem pojawił się mężczyzna. Pokłonił się.
- Witam, panie. Wzywałeś?
- Wstań, Severusie. Zaprowadź mojego gościa do jego komnaty.
- Potter, za mną.
Harry ruszył za profesorem. Po około dwóch minutach, doszli do jakichś drzwi.
- O 9.00 masz być gotowy na śniadanie.
- Tak, proszę pana.
- Żegnam.
- Przepraszam?
- Tak?
- Nie wie pan może, co Voldemort robi teraz z Remus'em? Martwię się o niego.
- Prawdopodobnie jest teraz wypytywany o Zakon Feniksa. Wczoraj, o 24.00, było spotkanie i teraz na pewno chce wiedzieć co Dumbledore znowu wymyślił.
- Spotkanie czego?
- Zakon Feniksa. To są ci "dobrzy" z Albusem na czele.
- Czyli... Członkowie tego zakonu to jakby... To tak jak tu Śmierciożercy?
- Tak. A teraz daj mi już spokój. Muszę wracać do pracy.
- Dziękuję, profesorze. Do widzenia
- Nie ma potrzeby mówić do mnie "profesorze", poza Hogwartem, Potter.
- Dobrze. - odpowiedział chłopak do oddalającego się mężczyzny. Otworzył drzwi. Pomieszczenie było urządzone (tak jak reszta budynku) w barwach domu węża. Eleganckie meble, zrobione z czarnego drewna, stały pod ścianą po prawej stronie. Obok nich były inne, równie ciemne drzwi. Po lewej stronie znajdowały się szafki z książkami, oraz stolik z trzema krzesłami. Na przed nim stał barek, a obok niego ogromne łóżko. Niedaleko łóżka była duża komoda, a na niej leżało jeszcze kilka książek. Na lewo od wejścia do pokoju stała czarna, skórzana kanapa z dwoma zielonymi poduszkami. Większość wzorów, zdobiących meble oraz ściany, stanowiły srebrne węże. Całość prezentowała się bardzo dobrze. Harry przyglądał się temu przez chwilę i po prostu nie mógł uwierzyć w to, co widział. Myślał, że będzie mieszkał w pokoiku z małym łóżkiem i szafą na rzeczy. Ewentualnie może z fotelem, a tu taka niespodzianka. Podszedł do drugich drzwi i otworzył je. Znalazł się w ogromnej łazience. Wanna w niej była wielkości tej w łazience prefektów. Zdziwiła go tylko jedna rzecz. Na podłodze, obok prysznica leżał zielony, mokry ręcznik. Rozejrzał się, ale nie zauważył innych drzwi na żadnej ze ścian.

"O co tu chodzi? Kto jeszcze korzysta z tej łazienki? Może mam... Współlokatora? Nie... Przecież Voldemort mówił "jego komnaty", więc to jest mój pokój i moja łazienka. W takim razie co tu robi ten ręcznik?"

Wycofał się z powrotem do sypialni. Przeszedł się po pokoju, po czym podszedł do komody i otworzył ją. Jakież było jego zdziwienie, kiedy zobaczył w niej ubrania. Wyciągnął pierwszą z brzegu rzecz. Była to czarna, bogato zdobiona peleryna ze srebrnymi obszyciami. Obejrzał ją, po czym odłożył na łóżko. W następnej kolejności wyjął bluzkę z krótkim rękawem. Również była czarna. Po chwili dołączyła do peleryny, a wyjęta została inna, tym razem ze srebrnym smokiem. W tym momencie drzwi do pokoju zostały otwarte, a w progu pokoju stanęła osoba, której Harry zupełnie się nie spodziewał.
- Co robisz z moimi ubraniami, Potter?...

Ciąg dalszy nastąpi...

Jeszcze raz przepraszamy, że dodajemy rozdział po czasie, ale sprawy, jak już pisałyśmy, się skomplikowały. :( Jak zwykle prosimy o pozostawienie po sobie śladów w postaci komentarzy. :) Mamy nadzieję, że się wam podobało ^^. Do zobaczenia za dwa tygodnie ;)


niedziela, 2 listopada 2014

Drarry - Prolog cz. II

Cześć, cześć. :) Już jesteśmy, a z nami druga połowa prologu. Mamy nadzieję, że się wam spodoba i jeśli ktoś jeszcze nie doczytał, to informujemy, że akcja dzieje się po czwartej części, to znaczy, że po powstaniu Voldemorta. Chciałybyśmy jeszcze podziękować wszystkim komentującym. Dzięki wam mamy możliwość poprawienia błędów i co najważniejsze poznania opinii o tym blogu. 

Drugą część prologu chciałybyśmy zadedykować: Evvalind ;) Dziękujemy za wsparcie. :)

Harry był przerażony. Nagle, postać poruszyła się i zrobiła krok do przodu, wychodząc z cienia. Wstrzymał oddech. Dopiero po chwili uświadomił sobie kim jest owy, ubrany w czarne szaty człowiek. Z drugiego końca domu patrzył na niego Augustus Rookwood. 
- No, no, pan Potter we własnej osobie. Cóż pana skłoniło do zamieszkania w takim jakże "uroczym" miejscu? - zapytał śmierciożerca, po czym uśmiechnął się kpiąco. 
- Rr... Ro... Rookwood? - oczy chłpoca rozszerzyły się ze strachu i niedowierzania. 
- Bardzo elokwentnie, jak widzę. - uśmiech się poszerzył. - Hej, już sobie idziesz? - dodał, widząc, że Harry robi krok do tyłu. 
- Jj... Ja...
- Widzę, że nie porozmawiamy za dużo. Więc może od razu przejdziemy do teleportacji? 
- Yyy... Co?
- Och, nie udawaj głupszego niż jesteś. A teraz grzecznie podejdziesz do mnie, chwycisz mnie za rękę i pozwolisz się bez użycia siły przenieść do 
Czarnego Dworu. 
- Co?!
- Nie mam czasu, Potter. Raz... Dwa... I trzy. Nie to nie. A chciałem po dobroci. Crucio! - krzyknął, a chłopak upadł na kolana, ale nie krzyczał. Po chwili mężczyzna przerwał zaklęcie i znów zwrócił się do piętnastolatka. 
- Widzę, że masz dużą wytrzymałość na ból. Bardzo dobrze. A teraz nie próbuj mi dłużej udowadniać, że jesteś odważnym gryfonem, tylko podejdź tu z własnej woli, bo jeśli będę musiał teleportować cię na siłę, to przysporzę ci wiele niepotrzebnego bólu. No już, choć że tu. 
Po chwili namysłu, Harry, ruszył niepewnie w jego stronę. Kiedy stał już przed nim, wyciągnął dłoń. 
- Wiedziałem, że nie zdurniałeś jeszcze do reszty. - Powiedział, po czym pozwolił chłopcu chwycić się za rękę i przeniósł ich do jednej z sypialni Czarnego Dworu. 
- Czekaj tu. Za kilka minut  ktoś powinien przyjść do ciebie. I nie bój się tak. - dodał, widząc przerażoną twarz. - Lord nie zamierza cię zabijać, a o stopniu, w jakim zostaniesz poraniony, zdecydujesz ty sam. Więc sam widzisz, że nie ma się czym martwić. 
- Czekaj, co? O czym ty...
- Nie mam teraz czasu, muszę iść zdać raport. Daj mi różdżkę.- przerwał mu, po czym zabrał przedmiot z jego ręki i wyszedł zostawiając go z bijatyką myśli.

"O co tu chodzi? Jak to nie chce mnie zabić? I jakim cudem sam mam zadecydować jak bardzo zostanę poraniony? Nic już nie rozumiem. Właściwie, to skąd on wiedział, gdzie jestem? Bo przecież nie znalazł się w tym domu przez przypadek, a zabrał mnie tu, bo akurat miał okazję. I jeszcze ten raport... tak, na pewno to zaplanował. Tylko kto ma tu przyjść? Mam nadzieję, że wszystko się zaraz wyjaśni."

W tym momencie drzwi zaskrzypiały, otworzyły się, a w nich stanął ktoś, kogo Harry zupełnie się nie spodziewał. 
- Co ty tu robisz?!
- Harry. Jak miło cię widzieć całego i zdrowego. - powiedział przybysz i podszedł do oniemiałego chłopaka, chcąc go objąć, jednak ten odsunął się szybko i wrzasnął:
- Ty... Ty zdrajco! Jak mogłeś! A ja ci ufałem. Wszyscy ci ufali, a ty?! A ty nas po prostu zdradziłeś! Nawet nie waż się mnie dotykać! - krzyczał wściekły. 
- Uspokój się i daj mi wytłumaczyć to, co widzisz. 
- Wytłumaczyć? Wytłumaczyć?! A co tu jest do tłumaczenia? 
- Oj dużo... Dużo. Na początek może trochę o tej tak zwanej "dobrej stronie", a przede wszystkim o Albusie. Tak naprawdę nie jest on tym, za kogo go masz. 
- Że jak? O czym...
- Nie przerywaj mi. Dumbledore od zawsze pragnął władzy. Niestety było parę osób, które mu w tym przeszkadzały. Między innymi ty i Marvolo. 
- Ja? - zapytał, jednak mężczyzna nie zwracając na niego uwagi, kontynuował.
- On też zabijał i to wcale nie mniej niż Voldemort. Jednak wmawiał wszystkim, że robi to w słusznej sprawie, więc ludzie uznawali go za niemalże bohatera. Potrafił zmanipulować każdym, kim tylko chciał. Jednak byli nieliczni, którzy tak, jak ja nie dali sobie zamydlić oczu. Dowiesz się w swoim czasie, o kim mówię. Co do Toma, wiesz, dlaczego mu przeszkadzał. Jednak ulegasz pewnemu złudzeniu. Otóż wydaje ci się, że ten człowiek może zastąpić ci kogoś z rodziny. Jednak to nie jest do końca tak. Albus od kilku miesięcy planuje pewną akcję. Zamierzał zabrać cię na nią i tym samym doprowadzić do twojej śmierci. Po co? A jak myślisz, co się stanie po śmierci jedynej nadziei czarodziejskiego świata? Cały ten świat będzie bardzo łatwy do pokierowania. Jeszcze jedna rzecz będzie mu na rękę po twojej śmierci. 
- Jaka? 
- Hymm... Nie wiem jak ci to wytłumaczyć. Na początek może tak. Horkruks, Harry, to ukryta w czymś, część duszy. Dzięki niemu nie możesz umrzeć, bo ukryta w nim cząstka duszy żyje nadal. No i w tym sęk. Harry, tej nocy, gdy miałeś zginąć, stałeś się horkruksem. Kiedy byś zginął, razem z tobą zginął by fragment duszy Voldemorta. 
- Coo...? - gryfon nie zdążył dokończyć, gdyż drzwi znowu zaskrzypiały. 
- Pan was wzywa. - powiedział Antonin Dołohow. 
- Boję się, Remusie. 

Ciąg dalszy nastąpi...

Mamy nadzieję, że druga część prologu się wam podobała i bardzo prosimy o zostawienie komentarza. Może być to nawet uśmiechnięta (albo smutna jeśli się wam nie podobało) buźka, ale prosimy, komentujcie. Chciałybyśmy wiedzieć, czy ktoś to jeszcze czyta. ;) A na razie się z wami żegnamy. Rozdział 1. Pojawi się za kolejne dwa tygodnie. ^^ Pa pa :)