Hej,
część i czołem! :D Jesteśmy z nowym rozdziałem tym razem w
całości napisanym przez Vel. Dlaczego? Ponieważ miałyśmy dość
duże komplikacje związane z połączeniem sieciowym. Przepraszamy wszystkich bardzo za kłopoty i za
ten dzień poślizgu. :( Obiecujemy dodać następny rozdział w
niedzielę za dwa tygodnie. A teraz nie przedłużamy i zapraszamy do
czytania. =D
Chciałybyśmy zadedykować pierwszy rozdział Possible Way - wspaniałej komentującej, która w swoich komentarzach pokazuje nam, jakie błędy robimy i dzięki niej ten blog jest coraz lepszy. Bardzo doceniamy takie osoby i mamy nadzieję, że zostaną z nami do końca. :* Dziękujemy!
Harry
szedł ciemnymi korytarzami za śmierciożercą. Wciąż był zły na
wilkołaka, ale bardziej martwił się spotkaniem, na które właśnie
podążał. Nie wiedział, co Voldemort zamierza z nim zrobić. Po
kilku minutach dotarli pod wielkie, mahoniowe drzwi, które zostały
otwarte przez znajdującego się za nimi Glizdogona.
-
Pan na was czeka. - powiedział, po czym gestem zaprosił ich do
środka. Kiedy już weszli, zostawił ich samych. Znajdowali się w
dużym, przestronnym pomieszczeniu, urządzonym w barwach ślizgonów.
W centralnej części stał potężny tron, a po jego prawej stronie
legowisko dla Nagini. Usłyszeli trzask teleportacji. Przed nimi
pojawił się trupio blady mężczyzna ubrany w czarne szaty.
-
Dołohow, możesz odejść. - powiedział, a jego poplecznik ukłonił
się i odparł tylko:
-
Tak, mój panie. - i również się deportował.
-
No, no, Harry Potter. Witam. Pewnie jesteś ciekaw, dlaczego tak
bardzo chciałem, abyś pojawił się tu jeszcze w te wakacje? A więc
pozwól, że ci wytłumaczę.
-
Właściwie to...
-
Nie mogłem dopuścić, aby ten stary głupiec doprowadził do twojej
śmierci. Mój drogi Remus pewnie powiedział ci, co i jak, więc nie
muszę się trudzić opowiadając o horkruksach.
-
W sumie, nie do końca rozumiem ideę tego... Tego czegoś. I jak to
się stało, że ja nim jestem.
-
Aby go stworzyć, trzeba zapłacić pewną cenę. Należy dokonać
morderstwa, Harry. No więc właśnie. Zabiłem twojego ojca, kiedy
chciałem zabić i ciebie, twoja matka dokonała zamiany. Zamiany
twojego życia na jej. Przez to nie mogłem cię zabić.
-
Chwila... przecież Dumbledore mówił, że to miłość. Że moja
mama stworzyła mi tarczę z miłości, od której odbił się twój
czar.
-
To stary kłamca. Zniknąłem, bo właśnie na tym polegała ta
zamiana. Osoba, która rzuca klątwę, tak samo jak ta, która oddaje
swoje życie, ginie. Podczas tego na ciele przeżyłego zostaje
wyryty znak. Twoim jest blizna. Jednakże byłaby ona zupełnie
zwyczajna, gdyby moja już wcześniej rozdarta dusza nie wniknęła w
ciebie i nie ulokowała się właśnie w niej. Ale to i tak jeszcze
nie wszystko. Ta część duszy jest większa i silniejsza niż w
innych horkruksach. W końcu tą część nosiłem w sobie. Kiedy się
odrodziłem, bolał cię mój dotyk, ponieważ moja dusza w tobie
rozrywała się i jej połowa przechodziła z powrotem we mnie. A
teraz posłuchaj mnie bardzo uważnie. Dopóki jesteś ze mną, z
którymś ze śmierciożerców, lub znajdujesz się w Czarnym Dworze,
jesteś bezpieczny. Dlatego właśnie pojedziesz do Hogwartu z
eskortą. W tym roku jako pomocnik do OPCM'u, do zamku pojedzie
Lupin. On i Severus będą mieli na ciebie oko. Na ciebie, oraz na
Albusa. Dodatkowo dostaniesz ode mnie sygnet. Będziesz go mógł
zdjąć tylko ty. Co więcej, w dzień jest niewidoczny. Widać go
dopiero po zachodzie słońca i pozostaje taki aż do wschodu. Nie
zdejmuj go nigdy, bo nie wiadomo kiedy będziesz go potrzebować.
Jest on świstoklikiem, uaktywniającym się na hasło "Nigrum*".
Nie sądzę, abyś powiedział je przez przypadek w szkole, na lekcji
lub podczas rozmowy z kimś, więc jest raczej bezpieczne. Czy masz
może jakieś pytania?
-
Czy ktoś, prócz mnie, może go aktywować? - spytał niepewnie
gryfon.
-
Jedynie Remus i Severus. Również oni jako jedyni o nim wiedzą.
-
Dobrze. - odpowiedział już spokojniej. - Ale skąd mogę wiedzieć,
czy to nie jest jakaś sztuczka? Skąd mogę mieć pewność, że
mnie nie okłamaliście? Że wasza historia nie jest wyssana z palca?
-
Nie zniszczył bym własnego horkruksa. A dlaczego, jeśli byś nim
nie był, jeszcze byś żył? Nikt, za wyjątkiem moich ludzi nie
przebywał tak długo w moim towarzystwie, bez oberwania Cruciatusem.
No, lub jakimś bardziej... Wyrafinowanym zaklęciem.
-
No dobrze. Powiedzmy, że ci wierzę.
-
A teraz, Harry, mam dla ciebie jeszcze jedną informację. Będziesz
musiał przejść drugi raz ceremonię przydziału.
-
Co!?
-
Tak będzie łatwiej. Severus będzie twoim opiekunem, a ty będziesz
miał dormitorium razem z Draco.
-
Ooo, nie! Nie zgadzam się.
-
Młody Malfoy to mój człowiek. Podobnie jak pan Zabbini, oraz Nott
i panna Parkinson. Będą pilnować, żeby nikt nic ci nie zrobił.
Dzięki wspólnemu pokoju, będziemy pewni, że żadnemu uczniowi,
ani nauczycielowi nie wpadnie do głowy zrobić ci czegoś podczas
snu.
-
Nie potrzebuję niańki! Świetnie radzę sobie sam. A już zwłaszcza
nie potrzebuję Malfoy'a! - Oburzył się Potter.
-
Oczywiście, że nie potrzebujesz i dobrze sobie radzisz, ale to są
jedynie środki ostrożności. Oni wszyscy znają oklumencję i ty
również się jej nauczysz przed wyjazdem do Hogwartu. Nie możemy
pozwolić, by ktoś dowiedział się o czymkolwiek, czego się tu
dowiedziałeś.
-
Ale... Przecież ja nie mogę używać cza...
-
Czy ty na prawdę uważasz, że to miejsce nie zostało zabezpieczone
przed ministerstwem? - przerwał chłopakowi Voldemort. - Czarnego
Dworu nie znajdziesz na żadnej mapie. Nie da się tu również
wejść. Da się jedynie deportować i to nie wszyscy mogą to
zrobić. Potrafią to jedynie naznaczeni przeze mnie śmierciożercy,
oraz osoby, które do tego upoważniłem. Osłony będzie można
przełamać dopiero, kiedy wszystkie moje horkruksy zostaną
zniszczone. Na szczęście, dziennik, który zniszczyłeś...
-
To był horkruks!? - zdziwił się gryfon.
-
Tak, ale pozbyłeś się go, pochłaniając umieszczoną w nim
cząstkę duszy.
-
Co zrobiłem!?
-
Jeszcze raz mi przerwiesz, to rzucę na ciebie Cruciatusa! I to nie
takiego łagodnego, jak na cmentarzu, więc się opamiętaj! -
warknął rozwścieczony - Od tamtego momentu nasza więź się
powiększyła i mogłem przesyłać ci sny, lub też kierować twoimi
emocjami. Jednak kiedy Glizdogon użył twojej krwi, nasza więź
została pogłębiona jeszcze bardziej. Teraz wiem, że możemy ją
dopełnić, wykorzystując ceremonię złączenia dusz, umysłów i
krwi. Jest to bardzo stary i bardzo trudny rytuał, więc będziemy
mieli się do niego przygotowywać około miesiąc. Zaczynając od
trzeciego września, kończąc na piątym października, kiedy go
odprawimy. Czy masz co do tego pytania?
-
Po czym wniosłeś, że się na to zgodzę!? To absurdalne! Nie mam
zamiaru łączyć się z tobą niczym więcej. Poza tym jak niby
mieliśmy się spotykać? Przecież będę w szkole! - wykrzyczał
nastolatek
-
Sygnet, Harry. Za pomocą sygnetu. Wystarczy, że co noc znikniesz z
dormitorium na dwie godziny, a Draco zadba o twoją przykrywkę. A co
do tej zgody, to wpływające z więzi korzyści będą co najmniej
satysfakcjonujące. - odrzekł, po czym uśmiechnął się chytrze. -
Będziesz miał dostęp do mojej mocy, więc będziesz bardzo silny
magicznie, będziesz mógł w każdej chwili przesłać mi wiadomość,
lub o coś zapytać. Wystarczy, że pomyślisz, co akurat chcesz mi
przekazać. To będzie bardzo przydatne, kiedy znajdziesz się w
niebezpieczeństwie. Dodatkowo rozwiąże to wszelkie problemy z
nauką. Kiedy nie będziesz znał odpowiedzi na
pytanie, zapytasz po prostu mnie. Następną korzyścią jest
możliwość przelewania emocji na drugą osobę. Będziesz mógł
mnie uspokoić i może nawet dzięki temu ocalić kogoś. Albo, jeśli
będziesz chciał, aby któryś z moich zwolenników poniósł karę,
będziesz mógł przelać na mnie swój gniew na niego. Wtedy na
pewno oberwie Cruciatusem. Sam więc widzisz, że jest to układ z
obustronną korzyścią.
-
Hmm... A wracając do oklumencji. Kto będzie mnie uczył?
-
Myślę, że to idealny moment, abyś zaczął współpracować z
młodym Malfoy'em. Pierwsze dwie lekcje, przeprowadzi jednak Remus.
Niektóre informacje mógłbyś chcieć ukryć przed Draco.
-
A... Ale... Jak to ja mam się uczyć z... Z nim!?
-
Musisz się przyzwyczaić do jego towarzystwa.
-
Kiedy?
-
Zaczynasz dzisiaj. Z Draco spotkasz się już wcześniej. Na razie
chciałbym, aby Remus zabrał cię na pierwszą lekcję.
-
Co? Ale... Już teraz?
-
Nie ma czasu do stracenia. - powiedział, po czym przywołał
wilkołaka. Ten pojawił się przed nim.
-
Wzywałeś?
-
Tak, weź Harry'ego na pierwszą lekcję oklumencji. Idźcie do
pokoju, w którym Rookwood zostawił chłopca, kiedy tu przybył.
-
Oczywiście. Chodź, Harry. - rzekł ciepło Lupin i wyszedł z sali.
Kiedy wrócili do pokoju, znów się odezwał.
-
Wiesz, co to oklumencja, prawda, Harry?
-
Tak.
-
No to, zaczynamy. - tu wyjął z płaszcza różdżkę gryfona i
podał mu ją. - Weź ją i spróbuj się obronić. Na trzy wejdę do
twojego umysłu, a ty zrób wszystko, żeby nie dopuścić mnie do
wspomnień, dobrze?
-
Dobrze. - odparł niepewnie. - Spróbuję.
-
Legilimens!
Nagle
dookoła Harry'ego zaczęły przelatywać obrazy z przeszłości.
Widział siebie w schowku pod schodami, gotującego i sprzątającego.
Skupił się na wyrzucaniu z umysłu Remusa. Chwilę to trwało, aż
w końcu znów znalazł się w Czarnym Dworze.
-
Spróbuj wyobrazić sobie mur. Mur odgradzający mnie i twoje
wspomnienia. Jeszcze raz. Legilimens!
Znów
znalazł się pomiędzy wspomnieniami. Większość z nich
przelatywała obok. Po chwili jedno z nich wciągnęło go do środka.
Widział teraz scenę kary. Wuj go za coś karał. On sam stał przy
ścianie, a jego wuj bił go pasem. Spróbował wyobrazić sobie mur i
Remusa po jednej stronie. Skupił się na tym tak bardzo, jak tylko
mógł i nagle wspomnienie zniknęło i znów różne inne
przelatywały obok niego. Znów skupił się na obrazie muru, ale nie
udało mu się wypchnąć Lupina ze swojego umysłu. Ten, przerwał
połączenie.
-
Bardzo dobrze. Udało ci się wyrzucić mnie ze swojego wspomnienia.
Ale mogłem z wielką łatwością wejść do innych. Musimy nad tym
jeszcze popracować. Na dzisiaj kończymy, bo widzę, że zmęczyłeś
się wypchnięciem mnie z tego wspomnienia. Wracamy do Marvolo.
Kiedy
znów weszli do sali, Voldemort powiedział tylko:
-
Jutro druga lekcja. Remus przyjdzie do twojego pokoju, gdzie
zaprowadzi cię Severus. Ty, Lupin, zostań jeszcze. Mam kilka pytań.
- powiedział, po czym wezwał Snape'a. Kiedy usłyszeli
charakterystyczny trzask, przed Lordem pojawił się mężczyzna.
Pokłonił się.
-
Witam, panie. Wzywałeś?
-
Wstań, Severusie. Zaprowadź mojego gościa do jego komnaty.
-
Potter, za mną.
Harry
ruszył za profesorem. Po około dwóch minutach, doszli do jakichś
drzwi.
-
O 9.00 masz być gotowy na śniadanie.
-
Tak, proszę pana.
-
Żegnam.
-
Przepraszam?
-
Tak?
-
Nie wie pan może, co Voldemort robi teraz z Remus'em? Martwię się
o niego.
-
Prawdopodobnie jest teraz wypytywany o Zakon Feniksa. Wczoraj, o
24.00, było spotkanie i teraz na pewno chce wiedzieć co Dumbledore
znowu wymyślił.
-
Spotkanie czego?
-
Zakon Feniksa. To są ci "dobrzy" z Albusem na czele.
-
Czyli... Członkowie tego zakonu to jakby... To tak jak tu Śmierciożercy?
-
Tak. A teraz daj mi już spokój. Muszę wracać do pracy.
-
Dziękuję, profesorze. Do widzenia
-
Nie ma potrzeby mówić do mnie "profesorze", poza
Hogwartem, Potter.
-
Dobrze. - odpowiedział chłopak do oddalającego się mężczyzny.
Otworzył drzwi. Pomieszczenie było urządzone (tak jak reszta
budynku) w barwach domu węża. Eleganckie meble, zrobione z czarnego
drewna, stały pod ścianą po prawej stronie. Obok nich były inne,
równie ciemne drzwi. Po lewej stronie znajdowały się szafki z
książkami, oraz stolik z trzema krzesłami. Na przed nim stał
barek, a obok niego ogromne łóżko. Niedaleko łóżka była duża
komoda, a na niej leżało jeszcze kilka książek. Na lewo od
wejścia do pokoju stała czarna, skórzana kanapa z dwoma zielonymi
poduszkami. Większość wzorów, zdobiących meble oraz ściany,
stanowiły srebrne węże. Całość prezentowała się bardzo
dobrze. Harry przyglądał się temu przez chwilę i po prostu nie
mógł uwierzyć w to, co widział. Myślał, że będzie mieszkał w
pokoiku z małym łóżkiem i szafą na rzeczy. Ewentualnie może z
fotelem, a tu taka niespodzianka. Podszedł do drugich drzwi i
otworzył je. Znalazł się w ogromnej łazience. Wanna w niej była
wielkości tej w łazience prefektów. Zdziwiła go tylko jedna
rzecz. Na podłodze, obok prysznica leżał zielony, mokry ręcznik.
Rozejrzał się, ale nie zauważył innych drzwi na żadnej ze ścian.
"O
co tu chodzi? Kto jeszcze korzysta z tej łazienki? Może mam...
Współlokatora? Nie... Przecież Voldemort mówił "jego
komnaty", więc to jest mój pokój i moja łazienka. W takim
razie co tu robi ten ręcznik?"
Wycofał
się z powrotem do sypialni. Przeszedł się po pokoju, po czym
podszedł do komody i otworzył ją. Jakież było jego zdziwienie,
kiedy zobaczył w niej ubrania. Wyciągnął pierwszą z brzegu
rzecz. Była to czarna, bogato zdobiona peleryna ze srebrnymi
obszyciami. Obejrzał ją, po czym odłożył na łóżko. W
następnej kolejności wyjął bluzkę z krótkim rękawem. Również
była czarna. Po chwili dołączyła do peleryny, a wyjęta została
inna, tym razem ze srebrnym smokiem. W tym momencie drzwi do pokoju
zostały otwarte, a w progu pokoju stanęła osoba, której Harry
zupełnie się nie spodziewał.
-
Co robisz z moimi ubraniami, Potter?...
Ciąg
dalszy nastąpi...
Jeszcze
raz przepraszamy, że dodajemy rozdział po czasie, ale sprawy, jak
już pisałyśmy, się skomplikowały. :( Jak zwykle prosimy o
pozostawienie po sobie śladów w postaci komentarzy. :) Mamy
nadzieję, że się wam podobało ^^. Do zobaczenia za dwa tygodnie ;)