poniedziałek, 23 lutego 2015

Rozdział 6

Hej, hej! No więc witam waz w 6 rozdziale! Ach... Jak to szybko leci... Oczywiście moje spóźnienie w dodaniu wpisu, które przeszło już chyba do historii... No, a teraz malutka informacja. Ja i Minia się już pogodziłyśmy, ale ten rozdział jest napisany jeszcze przeze mnie - Vel. Myślę, że następny będziemy tworzyć już razem, jak wcześniej. A co do nominacji, to jeszcze trochę poczekacie na odpowiedź, ponieważ nie mamy aż tylu blogów na oku i nie wiemy kogo możemy nominować. ;) A wracając do dzisiejszego rozdziału... Wiem, wiem, że jest bardzo krótki. Mam jednak nadzieję, że nie będziecie aż tak narzekać na długość, bo na prawdę chcę zostawić to, kim jest owa dziwna postać na następny rozdzialik. Dlaczego? A żeby zmotywować was do czytania następnego wpisu of course. A więc zapraszam!

Dedykację dostają tym razem wszyscy czytelnicy płci męskiej. Tak. I mam do nich taką ogromną prośbę: Proszę, zostawcie komentarz pod tym postem! Chciałabym wiedzieć ilu chłopaków czyta ten oto dziwny twór. ;)

To, co zobaczył, kompletnie zwaliło go z nóg. Czegoś takiego, nie życzyłby najgorszemu wrogowi. Widok był po prostu przerażający. Malfoy leżał na łóżku. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że był cały zakrwawiony, a jego ciało drżało, jakby ktoś używał na nim jakiejś okropnej klątwy torturującej. Harry wciągnął głośno powietrze.
"Nie, nie, nie, nie, NIE! Jest źle! BARDZO ŹLE! Co robić?! Co robić?! Nie znam nawet jednego porządnego zaklęcia leczącego! Co robić... Snape! On na pewno będzie wiedział. Acha... No tak. Tylko ja nie mam pojęcia, gdzie go szukać... Kto jeszcze... Kto zna się na...  Voldemort! Ale on mu nie pomoże. Kto? Kto?!"
"Ty."
"Jak ja? Jak JA?! Przecież ja nawet nie wiem, co mu jest."
"Jest nieprzytomny i zakrwawiony. Obmyj go delikatnie letnią wodą. Trzęsie się, przez koszmar. To jeden z magicznych snów. Wszystko, co się w nim dzieje, ma odzwierciedlenie tu. Najprawdopodobniej ktoś steruje tym koszmarem."
"Skąd to wszystko wiesz?"
"Nie ważne. Po prostu to zrób."
Chłopak natychmiast ruszył do łazienki. Złapał za pierwszy z brzegu ręcznik i transmutował mydło w dość dużą miskę, po czym nalał do niej czystej, letniej wody i wrócił do pokoju. Uklęknął na łóżku przy Draco, kładąc miskę na brzegu i zamoczył w niej końcówkę ręcznika. Delikatnie przyłożył tkaninę do zakrwawionej skóry blondyna, i zaczął ją obmywać. Bardzo starał się, by nie zrobić mu krzywdy. Co trochę chodził zmieniać wodę i po około godzinie udało mu się doprowadzić współlokatora do w miarę dobrego stanu. W międzyczasie na ciele ślizgona pojawiły się nowe rany, ale w końcu Harry dał radę.
"Na reszcie."
Westchnął w myślach.
"Musisz mu jeszcze pomóc w  pokonaniu snu, a dokładniej, to w wypchnięciu z jego umysłu osoby, która nim steruje."
"A... Ale... Ale jak?"
"Musisz go jakoś uspokoić. Ta osoba jest tym silniejsza, im ofiara słabsza. Kiedy Draco się uspokoi, sam da radę wypchnąć tą osobę ze swojego umysłu. Jest bardzo dobrym oklumentą. Da sobie radę. Tylko go uspokój."
"Jak?"
Zapytał, ale głos mu już nie odpowiedział. Pod wpływem impulsu ułożył się obok Malfoy'a i objął go przysówając się jak najbliżej. Następnie musnął lekko ustami ucho śpiącego i zaczął szeptać:
- Ćiiii, spokojnie. Dasz radę. Wszystko będzie dobrze, Draco. Ćiiiiii.  Na prawdę będzie dobrze. Musisz się tylko uspokoić. - a szepcząc to, gładził chłopaka po włosach. Robił tak doputy, dopuki ślizgon się nie uspokoił, ponieważ wtedy odwrócił się przodem do niego i przysunął jeszcze bliżej tak, że teraz stykali się całym ciałem, a potem wtulił w pierś Potter'a, który najwyraźniej uznał, że lepiej go nie budzić wstając, ponieważ ułożył się tylko wygodniej i zapadł w sen.
***
Harry znajdował się w białym pomieszczeniu. Był kompletnie sam i powoli przerażenie obejmowało jego ciało. Nagle, tuż przed nim pojawiła się jakaś ciemna, zakapturzona postać. Chłopak nie miał pojęcia, co się działo, ale wiedział, że nie jest to nic dobrego.
-  Harry - powitała go. - Jestem na prawdę zaszczycony, że wpuściłeś mnie do swojego umysłu. Do tej pory nie miałem się gdzie zadomowić, ale teraz ty zaproponowałeś mi to miejsce, a ono bardzo mi się spodobało. Chciałem ci podziękować.
- K... Kim jesteś?
- Ja? Cóż... Można powiedzieć, że od dzisiaj, a właściwie wczoraj, jestem twoim doradcą. Kimś w rodzaju pomocnika.
- Co?!
- Spokojnie. Sam mnie tu zaprosiłeś.
- A... Ale jak? Kiedy?
- Tuż po pocałunku. Otworzyłeś przede mną swój umysł, a ja chętnie skorzystałem.
- Jak mogłem to zrobić, nie wiedząc o tym?
- Twoja podświadomość działa sama, bez twojej kontroli. Najwidoczniej uznała, że potrzebujesz pomocy.
- Co? - zapytał ogłupiały. - Jak to pomocy? W czym?
- Przeżyłeś wiele bardzo trudnych momentów. Z niektórymi wiadomościami nie potrafiłeś sobie poradzić. Na przykład z pocałunkiem. Dowiedziałeś się, że jesteś gejem, i że podoba ci się Draco. To było dla ciebie już zbyt wiele w tak krótkim czasie od innych szokujących rzeczy, które również zmieniły twoje życie, a twoja podświadomość zaczęła szukać kogoś, kto pomoże ci to wszystko zrozumieć, poukładać. Dlatego wybrała mnie. Wiedziała, że nigdy nie zrobię niczego, co cię skrzywdzi.
- Ty... Czy to ty jesteś tym głosem, z którym rozmawiałem?
- Tak.
- O Merlinie!
- To aż takie straszne? Uwierz mi, że nie jestem taki straszny, jak się wydaje.
- (...)
- Wielokrotnie pytałeś mnie, kim jestem. A więc myślę, że możesz się już tego dowiedzieć. Najbardziej zależało mi na tym, abyś uratował Draco, a wiem, że beze mnie nic byś nie zdziałał. Pewnie zdziwi cię mój stosunek do tego chłopaka, kiedy już się dowiesz, kim
jestem, ale mam nadzieję, że nie będziesz chciał się mnie pozbyć.
Postać zbliżyła się niebezpiecznie blisko Potter'a i przyjrzała się jego twarzy. Nastolatek był bardzo wystraszony, ale i dosyć widocznie zaintrygowany. Tajemniczy osobnik zaśmiał się na ten widok. Ten młody człowiek zawsze był bardzo ciekawy. Zrobił krok do tyłu i po chwili uniósł ręce, by zdjąć kaptur. Powoli odsłaniał ciemne, tak dobrze znane Harry'emu włosy i rozbawioną twarz człowieka, który na pewno nie był przerażający. Człowieka, który zmienił całe jego życie po tym, jak w nim zagościł. Człowieka, który nie był już człowiekiem.
- Witaj, Harry. - powiedział, a chłopiec z ogromnym uśmiechem podszedł bliżej i uścisnął go.
- Witaj, ...
CDN...
Ja wiem, że zabijecie mnie za to, że nie dowiecie się jeszcze kim jest postać, ale musiałam no. Standardowa prośba o komentarz (oj, zlitujcie się, ja nie wiem nawet ile osób to czyta!) i pozdrowienia dla wszystkich czytelników. Pa Pa! :*
~Vel

niedziela, 8 lutego 2015

Rozdział 5

Hej, hej, cześć i czołem! No to mam 5 rozdział. Nie jest jednak taki długi, jak chciałam, ale myślę, że lepiej zostawić to, co Harry zastał w pokoju, na następną notkę. Mam już ciekawy plan na to. Rozdział pisałam kompletnie sama, więc ż góry przepraszam za błędy. A teraz jeszcze dedykacja i krótkie ostrzeżenie, które i tak wszyscy mają gdzieś. ^^ 

Dedykacja wędruje do Charlie Aienette. Już od jakiegoś czasu chciałam dać Ci tą dedykację, więc mam nadzieję, że się ucieszysz. ;* 

I ostrzeżenie: Rozdział jest dla osób powyżej 16 roku życia. No... Przynajmniej tak na moje oko. ;) 
A teraz indżojcie. :)

Mmmm... Jak ciepło... Jak wygodnie... Jak... błogo?... Tak, to zdecydowanie była błogość. Harry nie chciał otwierać oczu. Wiedział, że jak to zrobi, owa cudowna błogość zniknie. Powoli poruszył się, chcąc bardziej się nakryć i ze zdumieniem stwierdził, że nie leży wcale na materacu.

"Czyżbym aż tak się rzucał przez sen, że spadłem?"

Jednak kiedy uchylił powieki, by zobaczyć, czy znajduje się na podłodze, prawie krzyknął. Leżał na torsie swojego nauczyciela. Nie. On leżał na NAGIM torsie swojego nauczyciela, który obejmuje go oboma ramionami. Na dodatek, ich nogi są splątane ze sobą! I jakby tego było mało, właśnie spostrzegł, że i jego ubrania gdzieś zniknęły. Do jego umysłu zaczęły napływać wspomnienia. To Reimon musiał rozebrać go do bielizny i ułożyć w łóżku. Ostatnie, co pamięta, tojak leżał, opierając się o kolana nauczyciela, a potem... Potem była już tylko wszechogarniająca ciemność. Obejrzał się. Za oknem wciąż było ciemno, więc musiał obudzić się o wiele za wcześnie. Znów skupił wzrok na klatce piersiowej Teelsa. Podświadomie przyznał, że mężczyzna jest na prawdę bardzo umięśniony i okropnie przystojny. Nagle uświadomił sobie, że jego penis jest lekko rozbudzony i właśnie zaczął dawać o sobie znać. Chłopak poruszył się powoli, chcąc wyplątać się z uścisku, ale jedyne, co udało się mu osiągnąć, to potarcie członkiem o nogę wampira, a to wcale nie poprawiło jego sytuacji. Jęknął, z bezsilności.

"No to pięknie. Utknąłem! Co ja mam teraz zrobić? Nie wiem nawet, która jest godzina. Co robić? Co robić?"

Myślał gorączkowo. Po chwili uniósł wzrok wyżej, na twarz Reimona. Mężczyzna miał pełne, bladoróżowe usta, bardzo krótki, ale widoczny zarost, który dodawał jego twarzy męskości i piękne, czarne oczy, które wręcz wciągały Harry'ego w swoją głębię. Ciemne włosy (zawsze misternie ułożone), teraz leżały rozsypane na poduszce. Zaraz... Wróć... Oczy? Jak to oczy? Kiedy ktoś śpi, nie można oglądać jego oczu! Oczy takiej osoby powinny być zamknięte, a nie wystawione, by pozwalać się oglądać! Więc czemu te są otwarte? I dlaczego wargi zaczynają się delikatnie unosić w uśmiechu?
- Dzień dobry, Harry. - powiedziały owe wargi. Chłopak nie odpowiedział. Wciągnął tylko głośniej powietrze, czując jak coś gładzi wewnątrzną część jego uda.
Jak się spało? - usłyszał ponownie głos wampira, ale znów nie zwrócił na niego większej uwagi, ponieważ "coś" zaczęło przesówać się w górę i zatrzymało się niebezpiecznie blisko jego (teraz już zupełnie twardego) przyrodzenia. Znów jęknął, ale tym razem nie miało to zbyt wiele związku z chęcią uwolnienia się. Teels, widząc, że chłopcu się podoba, przesunął rękę jeszcze wyżej, muskając palcem nabrzmiałego członka. Słysząc kolejny jęk uniósł głowę i zamknął usta Potter'a w rozbudzającym pocałunku. Na początku chłopak był zbyt zdezorientowany, by cokolwiek zrobić, ale gdy tylko spostrzegł, że wampir go całuje, zamarł kompletnie. Nie miał jednak zbyt wiele czasu na zastanowienie się, jakpowinien się zachować, gdyż język, który właśnie wdarł się pomiędzy jego wargi, zaczął badać wnętrze policzków i przebiegać po jego własnym sprawiając, że nie potrafił dłużej logicznie myśleć. Nagle doszło go pukanie do drzwi. To było dla niego niczym kubeł zimnej wody. Oderwał się  od wampira i wybiegł półnagi z łóżka i zamknął się w łazience. Zaczął nasłuchiwać.
- Reimon? Śpisz? - usłyszał głos
- Nie. Wejdź. - odpowiedział Teels, a chwilę później podłoga zaskrzypiała. Po dźwiękach Harry wywnioskował, że przybysz usiadł na łóżku.
- Co cię do mnie sprowadza, Tom?
"Tom? Jaki Tom? Chyba nie chodzi o Riddle'a" 
- Pomyślałem, że miło by było, gdybyś potoważyszył mi tej nocy. - to był zdecydowanie głos Voldemorta.
- Hmm... Ciekawa propozycja. Niestety, chcę się dzisiaj wys...
- No chodź, nie daj się prosić, mój piękny wampirze. W mojej sypialni jest zdecydowanie zbyt nudno bez ciebie.
- Przyjdę jutro. Dziś na prawdę nie mogę. Tom... Proszę... Daruj mi dzisiaj. Jutro będę miał calutką noc tylko dla ciebie, ale dzisiaj jestem już bardzo zmęczony. Proszę.
- Ech... I co ja mam z tobą zrobić?  Co, mój piękny?
- Błagam cię, Tom. Jutro.
- Dobrze. Ale nie myśl, że jutro wrócisz do siebie przed wschodem słońca. Dobranoc.
- Dobranoc, Tom.
Jak tylko chłopak usłyszał trzask, oznaczający zamknięcie drzwi, wyszedł wściekły z łazienki.
- Co to miało być?! - zawołał.
- Uspokuj się, Harry. Tom nie...
- Co on tu robił?!
- Harry, ja...
- Pieprzysz się z Voldemortem! A ja ci pozwoliłem się dotknąć! Kurwa, dobrze mi było! Jak mnie całowałeś ja... Ja...
- Harry, proszę. Uspokuj się i daj mi...
- Nie! Zaufałem ci do jasnej cholery! Zwierzyłem ci się! A ty... Ty... - w oczach "wybrańca" pojawiły się z trudem stłumione łzy. Teels wstał i podszedł do niego, na co chłopak się cofnął pod samą ścianę. Mężczyzna, nie zważając na to, że nastolatek chce być jak najdalej od niego, zrobił krok do przodu.
- Nie zbliżaj się do mnie! - krzyknął panicznie.
Kolejny krok.
- Odejdź! - wołał coraz bardziej zdesperowany.
Jeszcze ostatnie dwa kroki.
- Nie... Nie dotykaj mnie! Idź!
Reimon jednak nie poszedł sobie, tylko delikatnie objął chłopca i przyciągnął do swojej klatki piersiowej, na co ten mimowolnie trochę się uspokoił. Nie wiedział dlaczego, ale obecność tego mężczyzny działała na niego kojąco. Czuł się bezpiecznie i tak... Właśnie... Tak błogo, jak po przebudzeniu. Jednak pomimo tego, próbował go odepchnąć.
- Powinieneś iść. Dobranoc.
Zdezorientowany i speszony wydukał tylko ciche "dobranoc" i czując się tak głupio, jak jeszcze nigdy, uciekł z pomieszczenia.



"Pozwól mu. Przecież ci dobrze." 

Powiedział ten dziwny głos, który rozmawiał z nim na korytarzu, a chęć odepchnięcia wampira przeszła mu bardzo szybko.

" Pocałuj go"

Tak samo szybko, jak zniknęła na odepchnięcie, tak przyszła na ponowne pocałowanie mężczyzny. I chociaż jeszcze przed chwilą był wściekły, teraz uniósł się delikatnie na palcach i wbił w wargi Teels'a. Sam nie wiedział dlaczego, ale to zrobił. Ten głos... Coś kazało mu go posłuchać. Jednak pocałunek nie trwał długo, ponieważ nauczyciel odsunął się od jego twarzy. 

"Merlinie! O Merlinie! Co ja zrobiłem?! Nie... Lepsze pytanie to CZEMU JA TO DO CHOLERY ZROBIŁEM?! Przecież byłem na niego wściekły! Jak to możliwe, że je..."

"Dobrze zrobiłeś."

"Kurde, znowu ten głos! A czemu niby dobrze?!"

"Bo ja ci kazałem to zrobić"

"A kim ty niby jesteś? Kto dał ci praqo do rozkazywania mi?! I czemu ja cię właściwie posłuchałem?!"

"To, kim jestem, nie jest ważne. Chcę ci pomóc. Poddaj mi się."

"Poddać? O co ci znów kurde chodzi?!"

"Poddaj mi się"

"Czemu miałbym?"

Odpowiedziała mu jedynie głucha cisza. Dotarł pod swój pokój. No... Właściwie, to nie tak do końca swój. Musiał dzielić go z Malfoy'em. Ech... No... I jeszcze musi przeżyć konfrontację ze swoim współlokatorem. Z mieszanymi uczuciami nacisnął klamkę...

CDN...

A teraz jeszcze króciutka prośba o komentarze (jak zawsze) i Pa Pa! ;)
Tym razem sama
~Vel