niedziela, 19 października 2014

Drarry - Prolog cz. I

Cześć. :) Jak widzicie pierwsza notka właśnie się pojawiła. Musimy powiedzieć, że początki są bardzo trudne, więc przymknijcie na razie oko, jeśli zauważcie jakieś błędy, ponieważ nie mamy na razie bety. Oczywiście starałyśmy się poprawić te, które wypatrzyłyśmy, ale mogłyśmy nie znaleźć wszystkich. Chciałybyśmy jeszcze zaznaczyć, że akcja dzieje się po czwartym roku, choć motyw został zaczerpnięty z trzeciego tomu przygód młodego czarodzieja. A teraz życzymy miłego czytania i baaardzo prosimy o komentarze, żebyśmy mogły poprawić niedociągnięcia. ^^ 

   Był słoneczny, letni poranek na ul. Pirvet Drive. Pod czwartym numerem tej właśnie ulicy, w kuchni wybuchła kolejna kłótnia.
- Jak śmiałeś podać nasz numer typom takim jak... Jak ty!- wrzasnął gruby, pozbawiony szyi mężczyzna.
- Wujku, ale ja nie mam z nimi żadnego kontaktu. Hedwiga siedzi zamknięta, więc nie mogę nawet wysłać im listu. - powiedział czarnowłosy chłopiec w okularach.
- Nic mnie to nie obchodzi! Nie zamierzam tolerować twoich dziwactw! A teraz marsz do pokoju!
- Ooo, nie! Nie tym razem! Mam prawo rozmawiać z przyjaciółmi.
- Takie dziwadła, jak ty nie mają ŻADNYCH praw! Hej gdzie ty idziesz?!
- Mam was dość! Nie wiem, gdzie idę, ale wszędzie będzie lepiej niż tutaj!
- Ach tak?! Nie zapominaj do kogo mówisz gówniarzu!- wykrzyczał wuj Vernon i złapał Harry'ego za ramię.
- Puszczaj mnie!- chłopiec wyszarpnął rękę i pobiegł do pokoju. Chwycił za różdżkę i pelerynę niewidkę, schowane pod deską w podłodze i zbiegł z powrotem na dół, Wyminął zdenerwowanego mężczyznę i wymaszerował za drzwi. Nie miał pojęcia, co dalej, Po prostu szedł przed siebie pewnym krokiem. Po dobrych dwudziestu minutach, kiedy zaczęły boleć go nogi, usiadł na ławce pod starym, nieczynnym już sklepem.

  "Merlinie, co ja zrobiłem. Co teraz? Nie mam przecież gdzie się zatrzymać. Ach, Merlinie, ratuj!" - myślał gorączkowo Harry.- "Po prostu wspaniale. Hmm... Na początek mógłbym przespać się... No właśnie, gdzie?"

Po paru minutach rozmyślań postanowił udać się gdzieś poza  miasto, z nadzieją, że znajdzie jakieś nadające się do przenocowania miejsce. 
   Kiedy doszedł do końca terenu zbudowanego i zobaczył las, ucieszył się. Co prawda las ten był jeszcze w tym samym mieście, ale pomyślał, że wygodniej się śpi na mchu, niż na trawie, czy ziemi. Tak więc wszedł na leśną ścieżkę i zaczął ją przemierzać, rozglądając się za czymś do jedzenia i za miejscem nadającym się w miarę do snu. Po jakimś czasie zauważył drugą, o wiele mniejszą, odchodzącą od niej dróżkę. Ciągnęła się ona daleko w głąb lasu i skręcała za drzewami. 

"Może tam znajdę coś lepszego?"

Zaczął więc nią iść. Parę minut później, Harry stał przed malutkim, drewnianym domkiem i przyglądał się mu rozważając czy lepiej wejść, czy iść dalej. Dookoła chatki rosła wysoka trawa, a ona sama wyglądała, jakby od wieków nie widziała człowieka. W końcu zdecydował i zrobił krok naprzód. Po przedarciu się przez  obrastające dom haszcze, w końcu znalazł się w środku. Wnętrze niestety nie wyglądało lepiej niż podwórko. Gdzieniegdzie przez deski w podłodze przedostawały się pojedyncze lub podwójne źdźbła trawy, wszystkie meble (na które składała się mała kanapa, fotel, stół i dwie szafki z książkami i figurkami zwierząt) pokrywała gruba warstwa kurzu, a z sufitu zwisały kompletnie wysuszone pęczki czosnku. 

"Ech, no to trzeba by się wziąść za sprzątanie, jeśli mam tu zostać" 

Jak pomyślał, tak zrobił. Zaczął od wyrwania trawy z podłogi. Potem zdjął z sufitu czosnek i odłożył na stolik. Po chwili namysłu wypchnął na zewnątrz kanapę i fotel, ułamał grubszą gałąź z drzewa, po czym zaczął uderzać nią w meble. Zanim wepchnął je z powrotem do środka, użył jeszcze części gałęzi z liśćmi, by zamieść podłogi i stół. Końcowy efekt bardzo mu się podobał. Nie było tam oczywiście idealnie, ale w porównaniu do początkowego stanu, pokój przeszedł ogromną metamorfozę. Spojrzał za okno. Ledwo widoczne nad drzewami słońce zaczynało już zachodzić, a Harry'emu zaczął doskwierać głód. Wyszedł więc, żeby poszukać jakichś owoców. Starał się zbyt nie oddalać się od domu. Nie chciał go zgubić. Kiedy znalazł trzy krzaki malin było już ledwie jasno. Zerwał wszystko, co nadawało się do jedzenia i wrócił do chaty. Jednakże kiedy do niej wszedł, stanął w drzwiach i znieruchomiał ze strachu. Z drugiej strony pomieszczenia, przy przejściu do drugiego pokoju, w którym jeszcze nie był, ujrzał zarys jakiejś postaci...

Ciąg dalszy nastąpi...

Mamy nadzieję, że prolog się wam podobał. :) Jeszcze raz bardzo prosimy o pisanie uwag w komentarzach i zapraszamy do przeczytania pierwszego rozdziału, który pojawi się za dwa tygodnie w godzinach popołudniowych bądź wieczornych. Pa pa ;)
Velia i Minia :*

6 komentarzy:

  1. Zaintrygowało mnie, będę tu często zaglądać ;)
    Aczkolwiek widzę błąd rzeczowy, rodzina Harry'ego mieszka pod adresem Privet Drive 4, a nie 12 ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękujemy za uwagę. Za chwilę zmienimy numer domu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne *.* naprawdę niespotykana fabuła ;) oby tak dalej

    OdpowiedzUsuń